A
A
A
35 lat temu w dawnej stolicy Danii odbył się po raz pierwszy Roskilde Festival. Wówczas była to dwudniowa impreza, która pod koniec sierpnia 1971 roku skupiła przede wszystkim rodzimych wykonawców oraz gości z Wielkiej Brytanii. Nikt chyba wtedy nie przypuszczał, że tak rodzi się jedna z najstarszych i nadłuższych imprez muzycznych w Europie. Impreza, która co roku na kilku scenach gromadzi ponad 150 wykonawców wszelkiej maści gatunków muzycznych z całego świata oraz jedyną w swoim rodzaju publiczność. A ta jak zwykle dopisała – 75 tys. biletów sprzedano do ostatniej sztuki.
ROSKILDE FESTIVAL W OBIEKTYWIE
Goście z całego świata
Ludzie przyjeżdżają do Roskilde z całego świata. Na olbrzymim kempingu pojawiają się namioty nie tylko ze Skandynawii, Niemiec, czy Holandii. „W tym roku bilety kupiło 119 Australijczyków oraz 59 Amerykanów” – mówi Ditte Zachariassen odpowiedzialna za promocję duńskiego festiwalu. Dodaje, że organizatorzy spodziewają się także gości z tak egzotycznych i dalekich krajów jak Chiny, Japonia, Malezja czy Kuwejt. Na duńską ziemię ciągną także Polacy. Choć impreza nie jest tania (karnet kosztuje około 180 Euro) z roku na rok nasz ojczysty język jest coraz częściej słyszalny. „Moja przygoda z Roskilde zaczęła się cztery lata temu. Wyciągnęła mnie koleżanka, a ja nie mogłam odmówić” – wpomina Iwona, która obecnie mieszka i pracuje w Anglii. „Pamiętam jak dziś, że festiwal otworzyli
panowie z Electric Six i początek był elektryzujący. Takie same emocje
towarzyszyły mi przez resztę festiwalu i już wtedy wiedziałam, że na pewno tam wrócę.”. I faktycznie wracają. Tak jak Rafał Grodek, który ze zwykłego fana muzyki przeistoczył się w „rezydenta” festiwalu na Polskę. To już ósmy jego wyjazd. O Roskilde przeczytał w „Tylko Rocku”. „Odpadłem na samą myśl o tym, co w ciągu czterech dni można tam zobaczyć i usłyszeć” – mówi. Teraz zajmuje się propagowaniem festiwalu głównie w Polsce, lecz jak się okazało nie tylko. „W sprawie rezerwacji biletów miałem telefony nawet ze Szwecji i Estonii”.
Multigatunkowy muzyczny kocioł
Co takiego ma w sobie Roskilde Festival, że ludzie wracają tam co rok? Na pewno muzykę. Światowe gwiazdy często i licznie goszczą na tamtejszych scenach. W tym roku pojawią się zarówno weterani jak Guns N’ Roses, Roger Waters, Bob Dylan, czy Morrissey, jak i młode wilki rocka w postaci formacji Arctic Monkeys, Franz Ferdinand, Placebo, czy Kaiser Chiefs. Ale nie samym rockiem się żyje. Miłośnicy hip-hopu będą mieli okazję zabawić się przy występach The Streets oraz Kanye Westa a wyznawcy clubbingu przy popisach Coldcut czy Steve’a Angelo i Sebastiana Ingrosso. Do tego jeszcze dodajmy reggae, folk, blues, metal a otrzymamy prawdziwy multigatunkowy dźwiękowy kocioł. "Festiwal jest dla mnie głównie miejscem, gdzie mam okazję zobaczyć nieznanych mi artystów, których w Polsce nie ma szans zobaczyć, których płyt nie można kupić. Co roku wracam z Roskilde z nowym odkryciem muzycznym, i zazwyczaj niejednym." - mówi Eliza, która będzie na Roskilde już po raz siódmy. Muzyka to jednak nie wszystko. Ważna jest także atmosfera, a ta jest wyjątkowa.