szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

28 WrześniaNajnowsze wiadomości

28 Września Najnowsze plotki

Cochise - 118

Słuchać do końca
2014-02-15, autor: Lesław Dutkowski, megafon.pl
  A A A
 

Czasami to, co najfajniejsze, znajduje się przy końcu. Teza ta dobrze pasuje do trzeciej studyjnej płyty kapeli Pawła Małaszyńskiego.

W sytuacjach, w których znany aktor/-ka bierze się za muzykę, kiedyś musi pojawić się pytanie - czy gdyby nie on/-a ktokolwiek zwróciłby na zespół uwagę?, czy to, co robi jest komuś potrzebne? W świecie rozrywkowym większym i bardziej znaczącym od naszego, nieliczne są przypadki, w których gwiazda ekranu staje się gwiazdą muzyczną, zdolną do porwania tłumów (w zasadzie tylko Jared Leto przychodzi mi w tej chwili na myśl). Cochise gwiazdą, przynajmniej na razie, się nie stanie, ale niczym legendarny indiański wódz, od którego kapela wzięła nazwę, ma całkiem dobre myślenie strategiczne.

Cochise był do tej pory niczym twórca monograficznej wystawy pod tytułem "Muzyka, która powstała w Seattle w latach 1989-1995". Odbijały się w jego stylu dokonania, w pierwszym rzędzie, Pearl Jam, Mother Love Bone i Alice In Chains, trochę Mudhoney i wczesnego Soundgarden. I dalej są słyszalne. Zwłaszcza, że Małaszyńskiemu zdarza się śpiewać z manierą niezapomnianego Layne'a Staleya skrzyżowanego z Eddiem Vedderem, a brzmienie jest charakterystycznie surowe. Jednak na "118" wzrosła siła uderzenia Cochise. Więcej jest elementów metalowych, mocnych riffów, szybkich temp. Dziwne, że dopiero teraz, bo przecież w składzie grupy większość ma za sobą poważny staż metalowy, a Czarek Mielko okładał bębny w konkretnie łojących kapelach Bright Ophidia i Dominium. Dobrze ta synteza grunge'owo-metalowa wypada choćby w "Bleed", "Dead Love" i "Inside Of Me". Cochise ma dryg do pisania spokojniejszych, balladowych, kołyszących utworów. "Part Of Me", urocza ballada "Before To Sleep", którą Paweł zadedykował synkowi Jeremiaszowi, są naprawdę dobrym potwierdzeniem tej tezy. Świetnie dzieło wieńczy silnie bluesowy numer "Little Witch". Kapitalny bluesujący feeling ma "Cold River". Minusem na pewno jest to, że krążek jest za długi. Skrócić o 10 minut i byłoby idealnie, bo płyta nie jest w stanie przykuć naszej uwagi przez minut przeszło 53. Plus to brzmienie, nowe elementy stylu oraz klimat.

Nie miejmy złudzeń, dla Małaszyńskiego aktorstwo zawsze będzie priorytetem (chyba, że Cochise napisze megaprzebój, który da im miliony). Honoraria za filmy i seriale wielkością miażdżą kasę otrzymywaną za koncerty i płyty. I powiedzmy szczerze, Paweł wielkim wokalistą nie jest. Jak na razie. Chyba wciąż szuka swojego stylu. Za wiele w jego głosie słychać innych, za mało jego samego. Ale cieszy, że jest w Polsce taki zespół, że wskrzesza pamięć o grunge'u i że pomimo zajętego na wiele miesięcy do przodu kalendarza frontmana, trwa i ewoluuje. W dobrym kierunku. Całkiem udane podsumowanie 10-lecia grupy.

Ocena: 3,5
Lesław Dutkowski, megafon.pl
oceń
183
637
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!