szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

4 KwietniaNajnowsze wiadomości

4 Kwietnia Najnowsze plotki

Norah Jones - Foreverly

Piosenki, które są nam zbędne
2013-12-22, autor: Tomasz Jarka, megafon.pl
  A A A
 

Czarujący, ale chyba nie do końca potrzebny projekt Norah Jones i frontmana Green Day, Billiego Joe Armstronga.

"Foreverly" to hołd dla The Everly Brothers. Nie do końca typowy, bo nie jest zbiorem najlepszych, bądź najbardziej popularnych piosenek tego zasłużonego amerykańskiego duetu. Artyści zdecydowali się przerobić w całości krążek z 1958 roku "Songs Our Daddy Taught Us". Billie Joe znalazł ten materiał kilka lat temu i opętał go on do tego stopnia, że postanowił zarejestrować go ponownie. Zamiast jednak zapraszać do współpracy innego wokalistę, propozycję skierował do przedstawicielki płci pięknej. A żona zasugerowała mu Norah Jones. Tyle historii.

Obcowanie z płytami pokroju "Foreverly" zawsze skłania do refleksją nad istotą cover-albumów. Są dwie szkoły. Można to zrobić na własną modłę, sprawiając, że piosenki nabiorą nowego charakteru, jak uczynili panowie z Rage Against The Machine na "Renegades". Można też nagrać nowe wersje praktycznie bez zmian, zachowując tak ducha, jak i strukturę oryginału - tak właśnie zrobili Norah Jones i Armstrong. Pytanie tylko, po co? OK, rozumiem, że w przypadku gdy autorzy oryginałów nie żyją lub nie występują, przyjemnie jest czasem pójść na koncert, na którym inni wykonawcy odtwarzają wiernie klasyczny materiał. Jednak słuchanie drugiej, bardzo podobnej płyty, mija się chyba z celem.

No dobra - aranżacje zostały pozmieniane. Tu pojawia się pianino zamiast gitary akustycznej, tam usłyszeć można solo, którego w pierwowzorze nie było (instrumentarium uzupełniają jeszcze m.in. skrzypce, banjo, mandolina czy harmonijka). Ale te drobiazgi są jedynie tłem dla harmonii wokalnych, które są tutaj najważniejszym środkiem wyrazu. A te zostały odtworzone niemal 1 do1. Fajnym pomysłem było zaproszenie kobiety, głos Norah naprawdę dobrze uzupełnia wokal Armstronga, ale to trochę mało.

Nie zrozumcie mnie źle. Dwanaście zawartych na "Foreverly" numerów ma w sobie mnóstwo uroku i słucha się tego bardzo miło. Można było jednak pokusić się o więcej inwencji, bardziej uwspółcześnić materiał, choćby po to, aby zainteresować nagraniami The Everly Brothers pokolenia, które o duecie nigdy nie słyszały. Tym, którzy amerykańską grupę dobrze znają, takie wydawnictwo nie jest do niczego potrzebne.

Tomasz Jarka, megafon.pl
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!