szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

30 MarcaNajnowsze wiadomości

30 Marca Najnowsze plotki

Drake - Nothing Was the Same

Potwierdzenie klasy
2013-09-25, autor: Rafi, megafon.pl
  A A A
 

Po świetnym debiucie "Thank Me Later" i jeszcze lepszym drugim albumie, "Take Care" z jesieni 2011 roku, kanadyjski gwiazdor stanął przed trudnym zadaniem. Niby nie musiał już niczego udowadniać, ale powinien przynajmniej doskoczyć do poprzeczki, którą dwa lata temu sobie zawiesił.

Już otwierające płytę "Tuscan Leather" wskazuje, że zawodu nie będzie. Drake nie oduczył się pisania kapitalnych, wciągających, szczerych tekstów, wciąż świetnie rapuje. Ucho do bitów zawsze miał, więc wysoki poziom muzyczny dziwić nie może. Tym bardziej, że artysta znów w głównej mierze skorzystał z podkładów starych, dobrych znajomych - Noaha "40" Shebiba i Boi-1da, których wspomagają m.in. Hudson Mohawke, Jake One i Detail. Drake popisuje się już na wejściu całkiem zgrabnym zwrotem, doskonale oddającym to, czego można się spodziewać na longplayu - "Tutaj nie ma nic dla radia/Ale i tak będą mnie grali/Bo to nowy Drizzy Drake, tak to po prostu idzie". Sto procent racji. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby wybitne, absolutnie wybijające się nad resztę płyty "Hold On, We're Going Home" czy "Too Much" nie trafiły na wysokie rotacje nawet rozgłośni zorientowanych na czysty pop, rozrywkę. Drake wychodzi bowiem już daleko poza hip-hop, to człowiek ponad gatunkowymi granicami. O ile "Started From the Bottom" jest czysto rapowe, to już "From Time" z Jhene Aiko przynosi soulowe ukojenie, "Hold On, We're Going Home" pachnie niemalże synthpopem, a "Too Much" to blues, R&B i hip-hop spod znaku The Roots w jednym.

O ile na "Take Care" mogło to szokować, to na "Nothing Was the Same" widzimy wyraźnie świadomą kontynuację obranej artystycznej drogi. W efekcie album brzmi tak, jak można się było tego spodziewać, ale to absolutnie nie jest wada, czy też zarzut. Trudno jest szokować słuchaczy co dwa lata, warto też pomyśleć, czy ma to zwyczajnie sens? Moim zdaniem nie. Trzecia płyta Drake'a stanowi potwierdzenie jego klasy, pozycji, potencjału, talentu. Być może dla wielu osób będzie to nawet pozycja ciekawsza od poprzedniej, bo krótsza, bo pomimo różnorodnych brzmień, o czym pisałem, wydaje się, że bardziej spójna. Są momenty słabsze ("Wu-Tang Forever" jest nawet jak na kanadyjskiego twórca za miękkie, trzy kawałki następujące po sobie - "Connect", "The Language" i "305 To My City" zlewają się w całość), ale słabsze jak na gospodarza tego albumu, bo tysiące innych artystów dałoby się pociąć za nie.

Wydaje się przy okazji, że Drake gra już w lidze sam ze sobą, bo Kanye West odleciał w dziwnym kierunku, Jay Z (tutaj akurat świetny!) powoli sam oddaje królewską koronę, Lil Wayne jest potwornie nierówny, a młodzież pokroju A$AP Rocky'ego czy twórców z Odd Future to jeszcze nie ten sam rozmiar kapelusza. Lidera należy więc szukać w Toronto i wiele wskazuje, że peleton przez kilka najbliższych lat będzie musiał właśnie tam się kierować, chcąc podjąć walkę.

Ocena: 4

Rafi, megafon.pl
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!