szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

29 MarcaNajnowsze wiadomości

29 Marca Najnowsze plotki

Queensryche - Queensryche

Umiarkowanie optymistycznie
2013-06-24, autor: Lesław Dutkowski, megafon.pl
  A A A
 

Z ostatnimi płytami Queensryche z Geoffem Tate'em było tak, że albo od początku robiły złe wrażenie, albo pierwsze niezłe wrażenia szybciutko bladły, zastępowane przez rozczarowanie. Ale album kapeli z Seattle z nowym wokalistą daje podstawy do umiarkowanego optymizmu.

Secesja w Queensryche rozpoczęła medialną operę mydlaną, w której obie strony z lubością wkładają sobie szpilki. Zanim dojdzie do sprawy sądowej, która albo odda nazwę Tate'owi, albo zostawi ją przy jego byłych już kompanach, z którymi tworzył kiedyś arcydzieła (plus z Chrisem DeGarmo), niejedna osoba będzie już miała dosyć wszystkiego, co się z zespołem wiąże. Spektakl oskarżeń jest tak nużący i niesmaczny, że aż się wierzyć nie chce, iż zafundowali go nam faceci po 50, z nie byle jakim przecież dorobkiem. Wychodzi z tego publicity bardzo niskich lotów.

Na szczęście z muzyką nie jest tak źle jak z wizerunkiem w mediach. Todd La Torre jest wokalistą o odpowiedniej dla Queensr˙che charakterystyce. Czuje takie granie. Może nie ma takiego vibratta w głosie jakim dysponuje Tate, lecz spokojnie z klasykami zespołu sobie poradzi. "Queensr˙che" to brzmieniowo nawiązanie do czasów od "The Warning" po "Operation: Mindcrime". James "Jimbo" Barton (m.in. Rush, Metallica) postawił na większą naturalność i surowość kosztem sztucznej sterylności i dobrze zrobił. Nie zapominajmy, że pracował on z kapelą przy "Operation..." i "Empire", więc wie, jak grupa powinna brzmieć. A kompozycje? Tu może nie jest różowo, ale wstydu też nie ma. Krążek trwa nieco ponad 30 minut, słucha się go bez wielkiego bólu. Da się też na nim znaleźć parę świetnych numerów. Generalnie, dobre zaczyna się mniej więcej w połowie. Od "Vindication" w dół jest lepiej niż dobrze, a zamykający "Open Road" to dowód na to, że Queensr˙che wciąż stać na klasowe numery.

Z Queensryche będzie teraz jak, na przykład, z Marillion bez Fisha. Fani zapewne się podzielą i jedna grupa nie będzie uznawać zespołu z La Torre, inna bez trudu go zaakceptuje. I niewykluczone, że ta druga będzie miała niemało powodów do radości. "Queensr˙che" pozostawia lepsze wrażenie niż album Queensr˙che Geoffa Tate'a z plejadą gwiazd rocka i metalu w gościach.

Lesław Dutkowski, megafon.pl
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!