szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

29 MarcaNajnowsze wiadomości

29 Marca Najnowsze plotki

Airbourne - Black Dog Barking

Pięknie kąsają
2013-06-09, autor: Lesław Dutkowski/Megafon.pl
  A A A
 

Recepta Airbourne na dotarcie do serc i dusz fanów jest prosta - zero ballad, tylko z wykopem i do przodu. Po raz kolejny strategia ta świetnie sprawdza się w przypadku australijskiego kwartetu.

Życzę AC/DC, Rose Tattoo jeszcze wielu lat kariery, ale gdyby na nieszczęście zniknęli ze sceny w bliskiej przyszłości, pozostawią na niej kilku wybitnych następców. Airbourne jest jednym z nich. Zespół braci O'Keeffe dokonał sporej sztuki. Choć ewidentnie czerpie z dokonań swoich legendarnych rodaków, postawił na wykonywanej przez siebie muzyce autorski stempel. Pewnie, ktoś może się zżymać, że Airbourne to jedynie zżynka ze wspomnianych mistrzów, ale czy nie lepiej jest spojrzeć na zespół jako na epigonów pięknie odświeżających formułę? Mając ponadto na uwadze, że bracia O'Keeffe i ich dwóch przyjaciół, naprawdę potrafią pisać piosenki.

"Black Dog Barking" nie jest rzecz jasna żadną rewolucją kompozycyjną, aranżacyjną, czy brzmieniową. Jak napisano wyżej, Airbourne nie bawi się w żadne balladowe słodzenie. Uderza z miejsca soczystym, prostym riffem (umiejętnie wystylizowanym na delikatny "garaż") i rusza do przodu w bardziej lub nieco mniej żwawym tempie. Australijczycy, co nietrudno zauważyć, piszą swoje piosenki jakby mieli wyświetlony w wyobraźni tłum szalejący pod scenę. Czy tak się dzieje świadomie, czy podświadomie, może bracia nam to kiedyś wyjaśnią. Faktem jest, że spory procent "Black Dog Barking" to idealna pożywka dla wariujących pod sceną hardrockowych maniaków, napędzanych mieszanką Bona Scotta i Angry'ego Andersona, która wydobywa się z gardła Joela O'Keeffe. "Ready To Rock", "Live It Up", "Hungry", "Firepower" to liga mistrzów hard rocka. Gdyby taki poziom udało się utrzymać przez całą płytę, ocena byłaby maksymalna. Są jednak mielizny obniżające wynik całości, aczkolwiek nie ma ich za wiele (np. "Cradle To The Grave").

Czy to najlepszy krążek w dorobku Airbourne, jak dumnie głosi wydawca? Nie. Jest tak samo dobry jak dwa poprzednie i dostarcza fanom hard rocka równie wielu miłych chwil. Zawiera szczerą, energetyczną, bezpośrednią muzykę, bez studyjnych trików, przesadnej sterylności, dłużyzn. Słucha się tego kapitalnie. Czuję się poważnie pokąsany.

Lesław Dutkowski/Megafon.pl
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!