szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 KwietniaNajnowsze wiadomości

24 Kwietnia Najnowsze plotki

Seagulls Insane And Swans Deceased Mining Out The Void - Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void

Porzekadła ludowe
2012-02-22, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

W dzisiejszych czasach, kiedy ilość odsłuchanej muzyki liczy się w terabajtach, bywa, że słuchający miewa jej dosyć. Pojawia się przesyt. Nagle tolerancja na dźwięki staje się mniejsza, a radość sprawiają tylko pozycje wybitnie innowacyjne. Czy należy do nich nowy projekt Havoka i Nihila?

Sprawdźmy…

Dwaj muzycy znani z Blindead (Mateusz Śmierzchalski aka Havoc, niegdyś gitarzysta Behemoth) i Massemord (Michał Kuźniak vel Nihil, gitarzysta i wokalista ostatnio lepiej kojarzony z Furią i Morowe) nagrali samodzielnie (no, prawie) płytę, po której w głowie roi się od przysłów w rodzaju: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”, czy “Czym się strułeś, tym się lecz”. Seagulls Insane And Swans Deceased Mining Out The Void tworzą bez zbędnych „kucharek”, rozbijających ich rozimprowizowaną koncepcję bez granic i kalkulacji, oraz są odtrutką na wtórność i bylejakość metalowej masówki. Bez napinania się, zapraszania niezliczonych gości (jest tylko kolega z Furii – basista Sars i Deadman – w Blindead grający na gitarze, tu w jednym utworze na klawiszach).

Dwa podstawowe atuty albumu „Seagulls Insane And Swans Deceased Mining Out The Void” to transowość i bezkompromisowość. Z pewnością nie precyzja wykonania i wyrafinowanie brzmienia. Talerze i partie perkusji są bowiem momentami niechlujne, acz pomysłowo „przykryte” dźwiękami przypominającymi szczękanie łańcuchów czy brzęk chińskich dzwonków wietrznych(w „I”). Innym razem wręcz prymitywne (w „IV”), co tylko pogłębia wrażenie nierzeczywistości, nagle przerwane pojedynczymi, mantrowymi dźwiękami klawiszy albo przetworzonej gitary. Trudno dociec, jak to z nierzeczywistymi historiami bywa…

Jednak o niezaprzeczalnej wartości muzyki z „Seagulls…” najlepiej świadczą „III” i „V”. Ponad dwunasto – i siedemnastominutowe, nieśpieszne, wielowątkowe twory, ewoluujące od post black metalowych „piosenek” z wyraźną i wciągającą melodią do muzyczno – emocjonalnych odlotów, które najlepiej określa kilka zdań, spiralnie wydrukowanych w książeczce płyty: „It’s a circle not a segment. No end and no beginning. No use to seek the sense yet still one cannot be misled.”

Jeśli macie ochotę na eksperymenty, to „Seagulls…” idealnie sprawdzi się w roli odskoczni od rzeczywistości (szczególnie w dwupłytowej wersji winylowej, która podobno zawiera jeszcze więcej muzyki niż 53-minutowy CD). Jeśli zaś wolicie wycyzelowane, eleganckie „produkty” – omijajcie dzieło Nihila i Havoka z daleka. A tytułowymi mewami i łabędziami nie zaprzątajcie sobie głów…

Zbigniew Zegler
oceń
11
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +1 [1]
~k. [2012-02-22 15:28]

Momentami miałem skojarzenia w wczesną Katatonią. Przynajmniej mając na uwadze brzmienie i "transowatość" materiału... Faktem jest, że płyta nie do wszystkich trafi...

odpowiedz