szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Rammstein - Made In Germany 1995-2011

Der mühe wert!
2011-12-30, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Rammstein przez niemal dziewiętnaście lat istnienia stał się ze wschodnioniemieckiej ciekawostki tworem równie pożądanym, co Mercedes SLS, autobahny, czy… żelowe miśki:) Nie dziwi więc, że stawia sobie pomnik za życia.

Właściwie to niezupełnie pomnik, a bardziej mauzoleum. Co może sugerować, że podobnie jak – również wynaleziona w Niemczech – tradycyjna żarówka, R+ szykuje się do zakończenia żywota. OK., też w to nie wierzę, patrząc na – przepraszam za dosłowność – rzesze fanów chcących oglądać sekstet Tilla Lindemanna na żywo i znając poczucie humoru zespołu. Z drugiej strony, po pogrzebaniu się żywcem jeszcze bardziej spektakularnie będzie wyglądało zmartwychwstanie! A przecież okazji do zrobienia większego wrażenia Niemcy nie przepuszczą.

Przejdźmy jednak do zawartości „Made In Germany”. Do wyboru mamy aż sześć wersji okładek. Z popiersiem każdego z muzyków. Mi trafił się rammsteinowy niemota – Flake. Na głównej obwolucie jest jego gipsowa głowa – z przodu twarz, z tyłu – kark z rokiem urodzin (1966). Wewnątrz jeszcze jedno zdjęcie wszystkich głów i… teksty każdego z szesnastu utworów, co w składankach jest rzadkością. Podobno starsze kompozycje, poza premierowym i bardzo udanym „Mein Land”, zostały ponownie zmasterowane. Poza wyrównaniem głośności nie zrobiono jednak wiele więcej, bo i nie było to konieczne. W moim odczuciu zbędne było też umieszczanie na tak wiekopomnym dziele „Mein Herz Brennt”, a pominięcie sztandarowego „Rammstein”!

I tu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie „czy warto wydać pięćset złotych na edycję Super Deluxe?”. Odpowiedź jest twierdząca, jeśli zespół Rammstein traktujecie nie tylko jako dostawcę empetrójek na komórkę, ale Pełnowartościowy Byt Artystyczny. Z intrygującymi remiksami (druga płyta CD), sugestywnymi obrazami w teledyskach (wzbogacone o filmiki „making of” zmieściły się na… trzech płytach DVD), czy frapującymi zdjęciami (imponujący album na dobrym papierze kredowym ma aż dwieście czterdzieści stron!).

Dla niepewnych swoich uczuć do niemieckiego zespołu, jest też tańsza wersja – dwupłytowa, która poza dyskiem podstawowym, na drugim zawiera wspomniane remiksy utworów Rammsteina. Tworzone na przestrzeni czternastu lat przez tak różnych artystów jak Faith No More (niezbyt udane „Du Riechst So Gut '98”), Meshuggah (znacznie lepsze “Benzin”), Pet Shop Boys (utanecznione “Mein Teil”), Laibach („Ohne Dich” z zaskakującym śpiewem Miny Špiler), czy Westbam (mocno kraftwerkowy „Links 2 3 4”) są dobrym uzupełnieniem zestawu „Best of”.

Jeśli więc sprzedaliście już wszystkie nietrafione prezenty spod choinki i nie wybieracie się na noworoczne wyprzedaże do sklepów z ciuchami, przyjrzyjcie się uważniej „Made In Germany”, bo to wyjątkowo atrakcyjny i udany kawał historii (tanz-) metalu.

Zbigniew Zegler
oceń
7
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

No co Ty!?

Wiadomości

Sport

Kobieta

WP.TV

  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!