szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

24 StyczniaNajnowsze wiadomości

24 Stycznia Najnowsze plotki

Animals As Leaders - Weightless

Dla poszukiwaczy
2011-12-04, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Komu mało wirtuozerii w progresywnym metalu, jaki przed laty Chuck Schuldiner zaczął grać z Death, a któremu już po jego śmierci przywrócili blask Periphery czy Atheist, powinien poznać djent.

Subgatunek progresywnego metalu, z jeszcze większą ilością solówek i połamanych rytmicznie podkładów na razie zadowala się statusem niszowego dziwactwa. Muzycy Born Of Osiris, Veil Of Maya (tak, tak, nazwę Amerykanie zaczerpnęli od tytułu utworu zespołu Cynic), czy – dochodzimy wreszcie do sedna;) – Animals As Leaders, póki co grają supporty. Ale o ile rok temu jeszcze przed naszym Decapitated (podczas „Summer Slaughter Tour 2010”), to teraz już przed Deftones. I tylko patrzeć, jak Tosin Abasi (lider Animals As Leaders i Born Of Osiris) z okładek branżowych pism dla gitarzystów, potrafiących zawiązać węzeł cumowniczy ze swoich palców na gryfie, zacznie trafiać na pierwsze strony magazynów muzycznych, które czytają też „normalni ludzie”;)

Wprawdzie w Animals As Leaders póki co robi wszystko, żeby tak się nie stało, ale nie zapominajmy, jak ceniona jest nietuzinkowość i jak bardzo, pośród tysięcy wydawanych rokrocznie płyt brakuje takich, których nie można porównać do czegoś, co już było.

Jeśli należycie do grupy wszędobylskich poszukiwaczy, koniecznie zapoznajcie się z „Weightless”. W żadnym z dwunastu utworów nie można mieć pewności, co się wydarzy za chwilę. Nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu można pogubić się w gąszczu motywów, efektów i technik gry. Abasi z perkusistą, Navenem Koperweisem prześcigają się w zaskakiwaniu słuchacza nagłymi zmianami rytmu, temp i natężenia dźwięku. Tosin przechodzi z łatwością szalonego geniusza od fingerstyle’u, przez riffowanie do tappingu i bardziej tradycyjnego grania z użyciem kostki i tremola. W prawie każdym utworze z wykorzystaniem takiego bezmiaru efektów, że z pewnym zawahaniem wierzymy artyście, iż wszystkie te dźwięki wyczarował tylko przy pomocy ośmiostrunowej gitary i jednej pary rąk…

W prawie ośmiominutowej „Odessie” i niewiele krótszych – utworze tytułowym i „Earth Departure” – gitarzyści swobodnie skaczą też po konwencjach, mieszając ze sobą jazz, metal, rock progresywny i wszelkie awangardowe podgatunki elektroniki, czy ambientu, osiągając swoje upragnione cele – nie jest to podobne do niczego, co powstało wcześniej! No może z wyjątkiem improwizacji zespołu Franka Zappy. Ale i to tylko chwilami i tylko z czasów, gdy grał z nim Steve Vai.

Wiem, pojawiło się tu tyle ikonicznych nazwisk, że po dorzuceniu Jimiego Hendrixa, Steviego Raya Vaughana i Johna Scofielda, Tosin Abasi nie będzie miał prawa nie poczuć przeogromnej presji, której zniesienie będzie wymagało dalszego, wieloletniego samodoskonalenia. Ale, po pierwsze, nie umie czytać po polsku; po drugie, od żadnego z tych gitarzystów nie czerpie wprost; a po trzecie… i tak da radę!:)

Zbigniew Zegler
oceń
13
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!