Każdy, kto pamięta Christ Agony z pierwszej fazy działalności, jeszcze przed rozpadem, nie będzie zaskoczony. To nie album, na którym jest „Cezar ze stępionymi zębami”, czy „ujarzmiony Inferno”. To black metal z klasą.
Jakkolwiek nienaturalnie to brzmi, takie są fakty. I to jest naprawdę dobra płyta.
„NocturN” otwiera nie tyle spokojne, co złowieszcze „Opus Sacrum/ Reign Of Chaos”. Przyzwyczajeni do działalności Cezara (Moon), Reyasha (ex-Vader, Witchmaster) i Inferna (Behemoth, Azarath) w bardziej ekstremalnych projektach mogą jeszcze liczyć na przyspieszenia, ale wszyscy pozostali skupią się na melodyce i ciężarze kolejnych utworów.
Przesycone fascynacją Złem teksty Cezar podaje bez przesadnej agresji, z pogłosem typowym dla black metalu, i przekonaniem, że właśnie w takiej formie najlepiej pasują do bardzo potężnej i dostojnej muzyki.
Inferno gra – jak na siebie – wolno, ale interesująco. Mimo średnich i wolnych temp całych utworów, w każdym popisuje się wieloma zaskakującymi przejściami. Kiedy indziej, w monolitycznym tandemie z basem Reyasha (jak w „Demonicon Illuminati”) miażdży dzięki precyzji gry i potędze brzmienia.
„NocturN” to staroświecka forma – całość ma sens, słuchana od początku do końca, a nie jako pojedyncze pliki/ utwory/ ścieżki. Szczególnie, że część jest ze sobą połączona. To także ukłon w stronę klimatu, bez utopijnego dążenia do przesunięcia granic ekstremy. Dbałość o melodie i spójny charakter dzieła (świetny „Black Star Falling”, w części instrumentalnej jakby inspirowany „Orionem” Metalliki), od muzyki, przez teksty, po – wcale nie najbardziej kiczowatą – okładkę.
Oczywiście można się zgadzać lub nie, z poddańczym wydźwiękiem słów „Flames Of Several Suns” (i kilku innych wersów w pozostałych utworach), ale nie da się nie zauważyć dobrych kompozycji i odpowiednio "złego" klimatu całej płyty.
Po bardzo udanej „Condemnation”, Christ Agony proponuje dorównujący jej „NocturN”. A po studyjnym doświadczeniu z perkusistą Behemotha, na trasie koncertowej (także poza Polską), będzie grać z Paulem, znanym ostatnio z Vadera.
To gwarancja sukcesu, na który trio z Mazur zasługuje jak mało kto.