Kolega, z którym słuchaliśmy przed laty Dezertera, dziś jest prezesem banku. Inny, któremu rodzice pozwalali mieć irokeza w latach 80., wykłada anglistykę na uniwersytecie w Sydney. Wychowani na punk rocku, do dziś są mu wierni. A co będzie z dziećmi z Arki Noego?
One już mają częściowo sprawę załatwioną, bo to dziesiąta płyta w ich dyskografii. Wprawdzie skład zmieniał się z biegiem lat, ale z pewnością kilkoro młodych arkowych artystów zostanie w branży muzycznej na dłużej.
Najnowszą płytą, „Pan Krakers” (od „punk rockers”), robią kolejny krok w kierunku „dorosłego grania”. Rodzice i powinowaci nie pieszczą się przesadnie z akompaniamentem (i dobrze!), przez co pierwsze wrażenie, po wejściu wokali, jest takie jak podczas oglądania kreskówek z bohaterami mówiącymi przez efekt podwyższający głosiki. Do konkretnego podkładu, z ciężką sekcją, zakręconymi gitarami i jeszcze bardziej szalonym saksofonem, śpiewają przecież kilku- i kilkunastolatkowie przed mutacją. To w otwierającym album „Runął już ostatni mur” Titlu. Może nie jest łatwo do tego przywyknąć, bo każda następna piosenka zaskakuje, albo samym faktem pojawienia się w zestawie utworów punkowych („Gaz na ulicach” Kultu, „Horror” Oddziału Zamkniętego, „Super Para” L4, czy „Lokomotywa z ogłoszenia” Perfectu), albo intensywnością na granicy ostrości („Spytaj Milicjanta”, „Niezwyciężony” Armii, „Lokomotywa z ogłoszenia”), o zakodowanych w pamięci oryginalnych wersjach nie wspominając:) Jednak dla rówieśników wokalistów Arki to nie powinien być problem. Starsi też nie muszą uciekać od tego karkołomnego, ale udanego połączenia, jeśli będą pamiętać, że alternatywą dla „Pan Krakers” może być Gummi Bear, Króliczek Titou, czy inna Bebe Lilly.
Te trzynaście piosenek (tuzin coverów i „(Tata) Najlepszy na Świecie” Arki Noego) rodzice śmiało mogło sprezentować swoim dzieciom, jeśli wolą, żeby wychowywały się na rockowych, polskich klasykach, a nie na prymitywnych dyskotekowych łupankach. Nawet ze świadomością, że dzieciaki nie zawsze zrozumieją teksty, i brakiem pewności, czy sama muzyka wystarczy do tego, żeby „wyszły na ludzi”.