The Subways to koncertowi wyjadacze. Nowy materiał gwarantuje im dalsze sukcesy na tym polu.
Podczas jednego z wywiadów przy okazji wizyty w Warszawie, muzycy z Alice in Chains przytomnie zauważyli, że w latach 90. jeździło się w trasy, by promować płyty. Teraz sytuacja jest dokładnie odwrotna. Kolejne longplaye często stanowią zaledwie pretekst do zorganizowania kolejnych tournée. Tajemnicą poliszynela jest słaba sprzedaż albumów i fakt, że muzycy zarabiają głównie dzięki występom. Bo ludzie lubią chodzić na koncerty, festiwale stały się nową formą wakacyjnego wypoczynku i nierzadko zdarza się udział w show wykonawcy, którego płyt się nie ma czy wręcz nie zna. The Subways mają najwyraźniej pełną świadomość obecnej sytuacji na rynku. Ich nowe dzieło, podobnie zresztą jak poprzednie, to rzecz skrojona na koncerty. Po to, by ludzie mogli śpiewać, skandować, cieszyć się tym, czym jest obcowanie z muzyką na żywo.
"Money & Celebrity" to petarda. Już od pierwszej piosenki o wszystko wyjaśniającym tytule "It's A Party" wiadomo, co nas czeka - energia, energia i jeszcze raz energia. Trochę rockowej, trochę punkowej, trochę indie-tanecznej. Rwane riffy, skoczne tempo, chwytliwy refren to przepis The Subaways. I wcale nie przeszkadza, że metaliczne "Celebrity" momentami niebezpiecznie przypomina "Helicopter" Bloc Party. Zespół proponuje krótkie, soczyste numery, których jedynym celem jest zarażenie tą energią. Tu nie ma kombinowania, eksperymentowania, szukania innego brzmienia. Bo po co? Nie zmienia się składu wygrywającej drużyny. A kto był na koncercie Anglików (a w naszym kraju okazji kilka już było), wie, że na żywo są bezbłędni. Kolejne okazje już niebawem i lepiej ich nie zmarnujcie. Nowy album gwarantuje bowiem świetną zabawę.