szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

19 GrudniaNajnowsze wiadomości

19 Grudnia Najnowsze plotki

Vader - Welcome to the Morbid Reich

Nowoczesność w służbie tradycji
2011-08-15, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Im bardziej Peter zapewnia w wywiadach, że nie jest sentymentalny, tym bardziej fakty wskazują na to, że i owszem…

Poprzednia płyta, „Necropolis”, pierwszym członem tytułu nawiązywała do demo „Necrolust” (z którego mamy na najnowszym albumie klasyk “Deacpitated Saints”, lekko podrasowany, ale nie zrewolucjonizowany). Tytuł „Welcome To The Morbid Reich” przywołuje zaś w pamięci najlepiej sprzedające się demo w historii death metalu, „Morbid Reich”. Wydane na kasecie, która robiła piorunujące wrażenie, z rozkładaną wkładką i czarnym, przeźroczystym plastikiem etui. Wcale się nie dziwię, że do tego chce się wracać.

Już okładka Zbigniewa M. Bielaka, z miksem symboliki okultystycznej i kojarzącej się z Rzeszą (którąkolwiek), pełna przestrzeni i majestatu, robi wrażenie bardziej wciągającej, niż tradycyjnie dla metalowych okładek kiczowatej.

Jeszcze lepiej jest z samą muzyką. Intro, „Ultima Thule” zgodnie z tytułem przenosi nas w najdalsze rubieże wyimaginowanego świata, z którego wracamy (to już chyba oczywiste nawiązanie do demówki z 1990 roku) do Chorej Rzeszy. „Return To The Morbid Reich” zwraca uwagę rozjuszonym wstępem i rwanymi gitarami, które później wielokrotnie stają się bardziej płynne, monolityczne i melodyjne. Po czym wracamy do stanu poszarpania z początku. Niebanalne to i zaskakujące.

Tak jak i pierwszy ujawniony z tej płyty utwór (autorstwa Spidera, nowego gitarzysty, znanego z Esqariala, który z Peterem pięć lat temu zagrał w projekcie Panzer X), „Come And See My Sacrifice”. Po reakcjach na koncertach widać, że ma potencjał, by stać się żelaznym punktem w setliście Vadera. Po kilkunastokrotnym wysłuchaniu nie ma wątpliwości, że to materiał na ewentualny krążek „best of…”. Później Vader wcale nie spuszcza z tonu – „Only Hell Knows” zaczyna się gitarami tnącymi powietrze jak rój zmutowanych szerszeni, „I Am Who Feasts Upon Your Soul” ma adekwatny do tematyki, podniosły wstęp, który skojarzeniom każe biec w stronę okazałych świątyń, a po którym następuje wreszcie naprawdę ostra galopada perkusyjna (mamy też solo z użyciem innych efektów, niż tylko znane od lat tremolo) i intrygujący ciąg dalszy.

Z Vaderem jest dobrze. Płyta brzmi potężnie i z poszanowaniem dla wypracowanego przez lata stylu, ale inaczej, niż dotychczas. Paul nagrał pożegnalne partie bębnów o wiele bardziej urozmaicenie, niż na „Necropolis”, a dopuszczenie Marka Pająka do komponowania sprawiło, że Vader stał się bardziej melodyjny i finezyjny w partiach solowych. Tym razem, zamiast rozlazłych introdukcji, czas wypełnia wspomniany „Decapitated Saints”, a wybrzmieniu „Black Velvet And Skulls Of Steel” (które wprawdzie zaczyna się pompatycznym zawodzeniem chóru, ale wycisza znacznie wcześniej, niż można by sobie tego życzyć) towarzyszy zdrowe wrażenie niedosytu, który pojawia się po wysłuchaniu równego, przyzwoitego albumu.

Bonusowe covery, „Troops of Tomorrow” (The Exploited a właściwie The Vibrators) i Raping the Earth (Extreme Noise Terror), póki co są tajemniczymi wersjami przeznaczonymi na jeszcze niedostępną, limitowaną edycję. Wiemy o nich na razie, że nie zostały przerobione na słodkie balladki, ani na folkową modłę;) Czyli jest dobrze.
Zbigniew Zegler
oceń
5
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [2]
mimbla [2011-08-16 17:17]

Konkurent Nergala??? Pusty śmiech! Nergal się nie umywa do VADERA!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Fan Esqarial [2011-08-16 14:28]

NIe ma takiego zespołu Esquarial ... jest Esqarial... poprawić to ale już!

odpowiedz