Nie ma kilkudziesięciocalowych telebimów i nie liczcie na dmuchaną Rosie. Na scenie Pavillon de Paris muzykom AC/DC oprócz niezbędnego instrumentarium towarzyszy ściana hałasujących głośników. To wystarczy.
Ta surowość i oszczędność w scenicznych fajerwerkach dodaje występowi niepowtarzalnego jak na współczesne realia klimatu. Do tego dochodzi niezawodny w swojej ekspresji Angus i nieprzeciętnie utalentowany Bon Scott. Obaj oprócz muzyki dodatkowo dostarczają nam atrakcji wizualnych. Podczas występu gitarzysta szaleje do tego stopnia, że operator ma problemy ze złapaniem go w kadrze, natomiast wokalista dumnie pręży obnażony tors. To wszystko w wersji cyfrowo odświeżonej i zremasterowanej.
DVD „AC/DC: Let There Be Rock” jest zapisem paryskiego koncertu, który zespół zagrał 9 grudnia 1979 roku. Grupa wykonała tego wieczoru swoje największe przeboje – od „Live Wire” przez „The Jack”, „Highway To Hell” i „High Voltage” na „Let There Be Rock” kończąc. Panowie na scenie nie ograniczają się do półśrodków. Ich energię ciężko konsumuje się w bezruchu dlatego potraktujcie to jako całkiem naturalne, jeśli już po kilku taktach zaczniecie przytupywać sobie do rytmu. Koncert w Paryżu był jedną z ostatnich okazji, by na żywo przekonać się o talencie Bona Scotta. Dwa miesiące później martwego muzyka znaleziono w samochodzie kolegi.
Pomiędzy kolejnymi utworami pojawiają się materiały zza kulis. Każdy z muzyków opowiada o swoich kolegach z zespołu, zapędach kompozytorskich i pomysłach, co zrobią w obliczu kolejnego konfliktu zbrojnego. „Ja jestem trzecią wojną światową” – deklaruje Angus. Każdy, kto widział AC/DC na żywo wie, że nie ma w tym stwierdzeniu ani cienia przesady. Niewtajemniczeni mają za to świetną okazję, żeby nadrobić zaległości.