szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

23 MajaNajnowsze wiadomości

23 Maja Najnowsze plotki

Decapitated - Carnival Is Forever

Uuuuugghhhhh...
2011-07-09, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Zazwyczaj wszystko, co jest w stanie powiedzieć pięściarz po knockdownie to „Uuuuugghhhhh…” To jeszcze nie dźwięk towarzyszący wyzionięciu ducha, ale już wyraźny sygnał dla trenera, żeby miał w pogotowiu ręcznik. I po następnym „Uuuuugghhhhh…” rzucił go na ring.

Na „Carnival is Forever” robimy „Uuuuugghhhhh…” po każdym utworze. Gdyby to była walka bokserska, to pewnie już po trzecim, tytułowym, sędzia zacząłby nas liczyć, a po następnym, „Homo Sum”, zawyrokował knock out techniczny. No właśnie – techniczny. Choć zawsze Decapitated grali tzw. techniczny death metal, to teraz jest on chyba najbliższy określeniu… biomechaniczny. Bo tak organiczny, naturalny i najmniej odhumanizowany, przy całej swej złożoności, Decapitated nie był jeszcze nigdy. Najbardziej ludzkie oblicze pokazuje w zamykającym album, opatrzonym wymownym tytułem, instrumentalnym, w pełni akustycznym (!) „Silence”. To kropka nad "i" postawiona przez wizjonersko i różnorodnie grającego na całym albumie Vogga.

Zimą basista (niestety już były, ale sesja odbyła się jeszcze z jego udziałem), Heinrich, tak opisywał mi muzykę na „Carnival Is Forver”:Terrorizer spotyka Napalm Death na imprezie u Cazaresa, gdzie przyszła Gojira i opijają zdrowie Dimebaga:)”. To bardzo trafny opis, ułatwiający mi robotę, dzięki nazwom i nazwiskom – kluczom, ale nie dość oddaje charakter całości. Bo przede wszystkim to Decapitated! Śmiało możemy bowiem mówić o stylu zespołu Vogga, jako – owszem – wypadkowej twórczości tych klasyków, ale jednak oryginalnej i charakterystycznej.

Oczywiście najbardziej spektakularne i „wyłażące” na wierzch, jak to bywa po miksach Daniela Bergstranda, są bębny. Absolutnie niewiarygodne w wykonaniu Kerima… Drugi plan to bardzo rzadko dublowane, obezwładniające gitary i wokale. Naturalnie inne od Saurona i Covana, ale na pewno bliższe bardziej czytelnej formule Adriana, niż brutalnie death metalowej Świniaka i dobrze zgrywające się z muzyką. Do tego bas, w który warto się wsłuchać, żeby docenić, jak jest ważny…

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, które wpłynęły na Wacka w ostatnich latach należy się cieszyć, że ta płyta wreszcie jest i brzmi tak wspaniale. Tylko słuchając "przebojów" z „Organic Hallucinosis” („Invisible Control”, „Day 69” czy „A Poem About an Old Prison Man”), można się zastanawiać, czy najlepsze nowe utwory (jak epicki „Carnival Is Forever”, „Homo Sum” z ponadminutowym, psychodelicznym odlotem gitarowym, „matematyczny” „404” i zaskakujący złożonością „A View From A Hole”) zdobędą tyle serc, co tamte. Bo czy polubicie taki Decapitated, to tylko kwestia emocji – kompozycyjnie i warsztatowo jest doskonały.
Zbigniew Zegler
oceń
7
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +3 [3]
~mike [2011-07-11 13:36]

technicznie i brzmieniowo rewelacja! rzadko się zdarza żeby techniczny/progresywny death brzmiał tak naturalnie! wielki + za brzmienie garów, szczególnie werbla!!! gitara rewelacyjna! po pierwszym riffie słychać że to Vogg!!! najbardziej przeszkadza mi wokal, niestety do Saurona czy Covana się nie umywa! trochę nie pasuje takie plucie sylabami do majestatu decapitated!!! zdecydowanie najlepsza polska kapela z której możemy być dumni!!! porównując do "organic", jest to trochę inna płyta, dla mnie słabsza

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~j23 [2011-07-09 22:54]

słuchałem część kawałków są swietne -polecam

odpowiedz