szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

13 GrudniaNajnowsze wiadomości

13 Grudnia Najnowsze plotki

Mastiphal - Parvzya

Do odważnych świat należy
2011-07-02, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Reaktywacja Mastiphal po ponad dziesięciu latach od rozpadu nie musiała się udać. W nowych okolicznościach, gdy tysiące bardzo sprawnych muzyków codziennie raczy nas nowymi nagraniami na przyzwoitym poziomie liderzy Darzamat i Iperyt sporo ryzykowali.

Ale nie od dziś wiadomo, że do odważnych świat należy. A kiedy pewnym siebie artystom towarzyszy odrobina szczęścia i twórczy ferment, to mogą nawet poszarżować bez obaw, że się zagalopują. Flauros i Cymeris zabrali więc swoją „młodą gwardię” do studia Necromorbus w Sztokholmie (gdzie nagrywali m.in. Desultory, Watain, czy Funeral Mist) i po niemal roku prac nad „Parvzyą” zarejestrowali ją w tak imponujący sposób, że wniknięcie w każdy jej detal zajmie nam długie miesiące. Bo to niezwykle emocjonalny, bardzo dobrze zagrany i genialnie wyprodukowany album.

Furia w otwierającym płytę po „kościelnej” introdukcji „The Wall of Phantom”, piękne sola gitarowe w „May He Rot In Hell” i znakomicie pomyślane zwolnienie z „dojściem basu”, po początkowej nawałnicy w „Man Strikes God Falls” autentycznie zachwycają. Najbardziej ujmujące są jednak jeszcze bardziej ukryte smaczki, jak tęskne, czyste dźwięki gitary sporadycznie pojawiające się w „Sovereign’s Return”, czy sweepingowe solo zamykające „Chosen Obituaries”, nakręcane rozpędzającą się od trzeciej minuty, potężną grą perkusji, wyciągniętej do przodu. Mają moc epizodycznych ról Artura Barcisia u Kieślowskiego. Trwają moment, ale pamięta się je nawet po wybrzmieniu ostatnich taktów „Triumph of Destruction”.

Zastanawia mnie tylko fortel wydawcy, który napisał, że oto objawia nam się Mastiphal w stylu klasycznego black metalu z lat 80. i 90., co – po wysłuchaniu tego bardzo nowoczesnego albumu – zakrawa na żart ze wszystkich, którzy nie zadadzą sobie trudu przesłuchania płyty. Nie ma tu bowiem ani charakterystycznych klawiszy, dzięki którym o Mastiphal mówiło się piętnaście lat temu z atencją, ani warsztatowych niedoróbek, które charakteryzowały „scenę” dwie dekady temu, ani zamulonej produkcji, w której wszystkie instrumenty zlewają się w jeden chaotyczny huk.

No, chyba że chodziło o klimat, który rzeczywiście jest najbliższy opętania, jakie przyniosło całą black metalową rewoltę przed laty. A ten panuje na „Parvzyii” od początku do końca.
Zbigniew Zegler
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!