szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

17 GrudniaNajnowsze wiadomości

17 Grudnia Najnowsze plotki

Elvis DeLuxe - Favourite State Of Mind

Piach najwyższej jakości!
2011-06-27, autor: frota
  A A A
 

Na popularnym serwisie społecznościowym istnieje grupa "Say no to shitty polish stoner". Komentarzy i opinii przelewa się tam wiele, ale złego słowa na ciężkie riffy Elvisa Deluxe nie znalazłam A co gorsza, nawet nie mogę ich napisać...Choć czemu tu się dziwić? Trzeba się naprawdę uprzeć, aby ponarzekać na „”Favorite State OF Mind”.






Elvis Deluxe zaczyna się tam gdzie kończą się upalone zielonym zielskiem brzmienia Bongzilli, Nebuli czy Queens Of The Stone Age. Mocne, pustynne riffy i siarczysta sekcja perkusyjna od pierwszych minut "Let yourself free" uzmysławiając nam, że drugi album kwartetu będzie szybki, ostry i niebezpieczny, niczym jazda na rowerze bez siodełka. Oprócz swoistego hołdu dla muzyki, która narodziła się na piaszczystych oceanach, nie brakuje odniesień do okołogrungerowej klasyki takiej jak Melvins czy Mudhoney. Niskie ukłony oddano też psychodelicznym dźwiękom z lat 60 czy 70 („Take It slow”), umiejętnie wplatając cymbałki czy hammondowskie klawisze. Pomiędzy gitarowym chaosem znajdziemy też chwilę oddechu - instrumentalne żółwie takie jak „Out There” pokazują, że Elvis Deluxe są nie tylko Brygadą do Rozwałki, ale też posiadają umiejętność stworzenia dobrych, instrumentalnych kawałków w klimatach Ten East czy piaskowej supergrupy The Yawning Sons. Jednak pomimo czerpania pełnymi garściami z muzycznej przeszłości, muzycy nie zapomnieli, że w kalendarzu widnieje rok 2011 i całość jest nagrana oraz wyprodukowana na wysokim poziomie.

Można ubolewać tylko nad tym, że bas nie został należycie uwypuklony. Ogromna to szkoda, bo takie kawałki jak „The Apocalypse Blues” czy „To Tell You” wprost proszą się o bardziej wyraziste partie basu, będące niczym duża, czarna kropka nad literką i. Ten brak nadrabia trochę utwór „Break The Silence”, gdzie drżenie basu ładnie uzupełnia powolne uderzenia perkusji, ale to nadal za mało.

Koła zespół nie wynalazł, ale „Favorite State Of Mind” słucha się z bardzo przyjemnie, z uśmiechem na ustach. Podchodząc do tej płyty nie należy oczekiwać eksperymentów czy stawiania kamieni milowych, ale porządnego mocnego grania, któremu nie trudno przylepić etykietkę z napisem „klasyk”. Josh Homme byłby zadowolony.
frota
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
[2016-03-25 12:08]

yehhhhh

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
[2016-03-25 12:08]

dobra płytka :) yehhh

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~lo [2011-06-27 14:02]

Elvis Deluxe się zespół nazywa a nie De lux... z resztą recenzji jak najbardziej się zgadzam!

odpowiedz