Ależ powrót! Mistrzowie pop rocka z lat 80. nic nie stracili z umiejętności pisania zgrabnych, melodyjnych piosenek. Owszem, takie granie jest niemodne, lecz słucha się tego kapitalnie.
Zapomniałbym...
...do tej listy dodać Ultravox, które lada chwila wyda pierwszą od 1987 roku płytę w składzie z Midge Ure, nowy materiał Van Halen i Aerosmith. Choć raczej jestem fanem "łojenia", stawiam na najbardziej owocny powrót Ultravox, kapeli z tej samej szuflady, co The Cars, choć stylistycznie jakże odmiennej.
Cóż dodać?
Napisałem swoją opinię, a właściwie recenzję pod innym artykułem dotyczącym tej płyty i wygląda, jakby, delikatnie mówiąc, jedna była inspirowana drugą. A tu trafiłem później. Wniosek nasuwa się sam - w 100% zgadzam się z recenzentem - świeżość (niemłodych zresztą panów), feeling, charakterystyczne brzmienie, piękne gitary i syntezatory i niepodrabialny Ocasek. Mam tylko śladowe zastrzeżenia do wokalu Pana Rica w "Soon" i "Take Another Look", gdyż Orr(łowski) w "Drive" zwyczajniej sprawdził się lepiej. Poza tym płyta jest niezbitym dowodem (a może odstępstwem od pewnej reguły), że powroty nie zawsze muszą być kiepskie. Po nieudanych płytach Roxette, Guns'N Roses, AC/DC, Metallici, Kata, Acceptu i bezpołodnej reaktywacji Faith No More nie liczyłem na nic ponad przeciętną, lecz z radością muszę stwierdzić, że się zawiodłem:). Ale nie rozczarowałem. Teraz pozostaje trzymać kciuki za to, aby nowe materiały Edyty Bartosiewicz (choć singiel na to nie wskazuje, niestety), Jeffa Lynne i The Darkness były równie udane, jak Move Like This.
P.S. - Co do mody - wydaje się zataczać krąg, również w muzyce (np. wiele sampli i coverów z lat 80-tych z "Gotta Go Home" Boney M na czele), więc wieszczę, że wbrew oczekiwaniom słuchanie klimatów bliskich The Cars, ELO, czy OMD w niedalekiej przyszłości wcale nie musi być aż takie niemodne, czego sobie i wszystkim życzę, bo to kawał dobrej muzy był;).