Jeśli wasza rodzina wie, że jesteście fanami Opeth, a nie dostaliście tego zestawu pod choinkę, spytajcie, czy nie jesteście adoptowani.
Wydana na dwudzieste urodziny, wypasiona, jubileuszowa koncertówka zespołu Mikaela Ĺkerfeldta, to absolutnie konieczna pozycja w kolekcji każdego, komu jego talent wydaje się geniuszem. Digipack, do którego upchnięte są dwie płyty DVD i aż trzy CD, robi imponujące wrażenie nawet na osobach, które nie przepadają za Opeth. Sympatycy tej szwedzkiej formacji pewnie więc łkają lub dostają spazmów, trzymając to w rękach…
Każdy z dysków może być „przerabiany” oddzielnie, co jest miłym ukłonem zespołu w stronę osób zajętych – obejrzenie i wysłuchanie wszystkiego w jednym podejściu zajmuje ponad pięć godzin. Ale dzięki podziałowi na prezentację całej „Blackwater Park” (CD1 i DVD1), chronologicznie ułożone najlepsze piosenki z innych płyt (DVD2 i CD2, CD3), wywiad (DVD1), oraz film dokumentalny z jubileuszowej trasy (DVD2), da się to ogarnąć wieczorami w jakiś tydzień.
A warto. Bo opus magnum Opeth z 2001 roku zagrana jest bardzo wiernie. Pozostałe utwory, z równie nieznacznymi modyfikacjami, wymuszonymi wymogami sprzętowymi, też nie odstają od „Blackwater Park”. Walor sentymentalny mamy więc zachowany. W wersji z obrazem cierpi trochę estetyka, bo muzycy Opeth są brzydcy i na scenie nie robią nic spektakularnego (poza samym graniem). Inna sprawa, że grają bardzo sprawnie i niektórym już samo to wystarczy. DVD, mimo opcji „normalne stereo” i dźwięku przestrzennego, ma trochę spłaszczone brzmienie (pykające bębny). Do napawania się muzyką lepiej więc pozostać przy kompaktach.
Wywiad, w którym Ĺkerfeldt odpowiada na pytania przysłane przez fanów z całego świata, został uatrakcyjniony przebitkami kręconymi na zapleczu scen, lub w okolicach sal, w których zespół grał. W mniejszym lub większym stopniu te obrazy nawiązują do treści wypowiedzi. A te są różne, od banałów na temat roli fanów, po szczere wyznania nie tylko na temat muzyki. I, choć jakichś niesamowitych tajemnic Mikael nie zdradza, to dość ciekawie „obgaduje” kolegów z zespołu, czy wyjawia, od kogo pożyczał pieniądze, kiedy rzucił pracę (w sklepie z gitarami), a granie z Opeth nie przynosiło mu żadnych profitów.
Z reportażu dokumentującego tournée dowiadujemy się zaś jak nużące jest życie w trasie, jak podobne są wnętrza hal, w których grał Opeth, albo obserwujemy, jak często i o jak różnych porach Ĺkerfeldt sięga po swój ulubiony napój.
Podoba mi się menu DVD w formie starodruku z pięknie kaligrafowanymi opisami funkcji. Dobre wrażenie robi też montaż koncertu (chyba z ośmiu kamer), czy dbałość o jakość całości. Może więc nie pokocham nagle Opeth ślepą i bezwarunkową miłością, ale coraz bardziej rozumiem już zakochanych.