szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Linkin Park - A Thousand Suns

Jeden krok bliżej do doskonałości
2010-09-18, autor: Anna Szymla / megafon.pl
  A A A
 

Zawsze lubiłam Linkin Park za ładne melodie, za wpadające w ucho piosenki, za łączenie rapu i metalu w popowym stylu. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że w recenzji ich płyty napiszę, że to dojrzałe, zaskakujące, odważne i bardzo ciekawe dzieło. Proszę państwa, "A Thousand Suns" to dojrzałe, zaskakujące, odważne i bardzo ciekawe dzieło.

Kto kojarzy Linkin Park z szufladką nu metal, niech przestanie. Najnowszy longplay to ani nu, ani metal. Zespół nagrał zupełnie niekomercyjny, mocny materiał w dużej mierze oparty na elektronice. Kto jednak spodziewa się gówniarskich piosnek, chwytliwych refrenów będzie zaszokowany.

Zacznijmy od tego, że tym razem Link Park nagrało album. Nie zestaw piosenek, z kilkoma (czy w ich przypadku kilkoma więcej) singlami i paroma wypełniaczami. Pewnie, przebojowe "Burning in the Skies", singlowy, waleczny "The Catalyst", przypominające "What Goes Around... Comes Around" Justina Timberlake'a "Robot Boy" znakomicie poradzą sobie w radiu czy telewizji, ale "A Thousand Suns" trzeba słuchać w całości.

Mnóstwo tu warstw, inspiracji, stylów, gatunkowych mieszanek, które docenić można po wysłuchaniu płyty od początku do końca. Pojawiają się naleciałości orientalne ("When They Come for Me"), kolorystyka reggae ("Waiting for the End"), industrialny chłód ("Blackout"), a kiedy Mike Shinoda mówi, że inspirował się Public Enemy, słychać, że mówi prawdę i nie tylko dlatego, że "Wretches and Kings" zawiera parafrazy cytatu z "Bring The Noise". Bywa skocznie i tanecznie, ale i ciężko i ponuro. Linkin Park nadal potrafią nagrywać kawałki ze stadionowym rozmachem, takie które porwą wielotysięczne tłumy, prawdziwe mistrzostwo osiągają jednak, gdy podstawą ich kompozycji jest hip-hop ("When They Come for Me", "Wretches and Kings"). Największe brawa należą się grupie za to, że udało im się uniknąć patosu i emocjonalnej histerii, co przy tak różnorodnym i ambitnym materiale jest nie lada sztuką.

Warto zwrócić również uwagę na teksty. Chester Bennington nie roztkliwia się już nad własnym losem, lecz śpiewa o rzeczach dużych i ważnych, kwestiach politycznych i społecznych. Zresztą tytuł, który pochodzi z wypowiedzi "ojca bomby" atomowej, J. Roberta Oppenheimera stanowi doskonałą wskazówkę.

Linkin Park nie nagrali albumu, który zmieni bieg historii. Są na "A Thousand Suns" utwory słabsze, pozbawione polotu. Amerykanie udowodnili jednak, że są kimś więcej niż grupą koleżków, którzy potrafią wykrzyczeć kilka refrenów i do nośnych beatów dodać głośne gitary. Na pewno są o krok bliżej swego opus magnum.
Anna Szymla / megafon.pl
oceń
2
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Teleshow.pl

No co Ty!?

Horoskop

Pytamy.pl

Kultura

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [2]
~STARE BYŁO LEPSZE [2011-01-05 19:05]

'''<MASAKRA>...
Płyta jest banalna. W ogóle nie może się równać z dawnymi utworami LP takimi jak: Numb, Crawling, In The End czy chociażby Given Up. Nie wiem co się stało... Formacja, która moim zdaniem grała i tworzyła najlepszą muzykę na świecie, przekształciła się w marny zespół grający pop-elektroniczny CHŁAM. Być może ich wcześniejsza muzyka umarła...? Nie potrafię tego opisać słowami. Myślę, że nasz ukochany zespół poszedł w daleką, ale niepotrzebną podróż. Komercja,komercja,komercja... Miejmy nadzieje, że STARY Linkin Park odrodzi się z popiołów.

odpowiedz

Ocena: 0 [2]
~bayazed [2010-12-09 17:35]

odejście w niebyt...
Linkin Park był jedną z ciekawszych grup młodszego pokolenia - energia, która kipiała na ich pierwszych płytach była zaraźliwa, ich koncert w Polsce był jednym z ciekawszych wydarzeń muzycznych, według wielu osób przyćmił wręcz koncert Pearl Jam, gdzie Linkin Park grało jako support, ale to co zrobili na ostatnim albumie... Jesli ktoś uważa, że jest to świeże, nowatorskie i jednocześnie jest odejściem od mainstreamu to chyba ma niewielkie pojęcie o muzyce... Ostatni album jest banalnie powtarzalny, nudny, eksperymenty z elektroniką i nowymi brzmieniami wypadają wręcz karykaturalnie. Linkin Park stracił swój pazur, młodzieńczą świeżość, teksty trącą banałem, są dobre dla emo-pensjonariuszek... Zawiodłem się bardzo... płyty nie polecam...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [2]
~WTF??? [2010-11-17 18:40]

Ja nie wiem co się może na tej płycie podobać poza jedną jedyną nutą "Waiting for the end" Reszta jest BEZNADZIEJNĄ ZEMSTĄ SYNTEZATORA!!!! Nie ma tu nic nurtującego, ciekawego, a już napewno nie jest krokiem do doskonałości!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [2]
~Kasia [2010-09-30 16:38]

Płyta zaskakująca
...ale jak najbardziej polecam. Jak napisano w powyższej recenzji, nietypowa jak na LP, ale dojrzalsza, mądrzejsza choć trudniejsza, nie każdy będzie w stanie ją przełknąć...to jeden z tych "produktów", który jedni pokochają całym sercem a inni wręcz znienawidzą...ja jestem zakochana od miesiąca :) POLECAM. Chociażby w celu zaspokojenia ciekawości i wyrażenia swojej opinii.

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~mimoz [2010-09-29 21:13]

fakt, mocno chłopcy odjechali
Szacunek mój mają zapewniony, że nie bali się zerwać z dotychczasowym wizerunkiem. Dojrzała, fajna, nietuzinkowa płyta. Nie dla wszystkich do przełknięcia.

odpowiedz