Styl Infectious Grooves łatwo dziś przenika do Suicidal Tendencies. Oba składy różni tylko jeden gitarzysta, więc to wręcz nieuniknione... Na tej płycie, mamy dodatkowo czysty speed metal zespołu No Mercy, w którym Cyco Miko śpiewał w latach 80.
Mike Clark (gitarzysta ST, obok lidera najdłużej obecny w składzie) grał tam i komponował. A nawet twierdzi, że No Mercy do dziś istnieje, choć ostatni przejaw aktywności pamięta tylko on i skryby z wąsami, śledzący historię amerykańskiego thrash i speed metalu. Mike Muir troszczy się zaś o swój triumwirat z Infectious Grooves, No Mercy i Suicidala, wydając "No Mercy Fool! The Suicidal Family". To wspominkowy zestaw utworów z początku i połowy lat osiemdziesiątych zagrany na nowo, przez wirtuozów, z którymi Mike z dumą współpracuje od ostatniej reaktywacji Suicidal Tendencies.
Gdyby komuś przyszło do głowy spytać "Po co nagrywać znowu ten materiał?" odpowiem przypowieścią. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, zespół No Mercy wydał udany album "Widespread Bloodshed Love Runs Red" w kilkuset egzemplarzach na krzyż. Jednak trafiły one przede wszystkim do handlu w USA. Nie sposób było tego dostać w komunistycznej Polsce. Co więcej, także "Join The Army" o wiele bardziej znanego Suicidal Tendencies, można było co najwyżej przegrać na kasetę magnetofonową z innej kasety. A to właśnie (głównie) materiał z tych wydawnictw znajdujemy na "No Mercy Fool! The Suicidal Family". Biorąc to pod uwagę, nikt chyba nie będzie wątpił, że nagranie i wydanie tych utworów w 2010 roku było dobrym posunięciem. Poza tym, nawet dla normalnych słuchaczy, z cywilizowanych krajów, dziś te rzeczy brzmią gorzej, niż demówki Gracjana Roztockiego. Naprawdę warto było więc je nagrać ponownie. Oczywiście jest jeszcze brutalna odpowiedź materialistów, która też jest prawdziwa: Mike Muir wypuszcza takie rarytasy po to, żeby mieć pieniądze na nagrywanie kolejnych płyt Infectious Grooves i Suicidal Tendencies (pierwsze albumy z serii "No Mercy Fool!..." ukazały się nakładem Suicidal Records dziesięć lat temu). I bardzo dobrze.
Jeśli mimo powyższego oczekujemy od Suicidala nowej jakości, to – obok obowiązkowych znaków rozpoznawczych, jak wokal Cyco Mike’a i obłędnie szybka gra Mike’a Clarka i Deana Pleasantsa – dostajemy w każdym utworze "symptomy nowoczesności". Po kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt sekund popisów gitarowych, basowych, albo perkusyjnych na najwyższym poziomie. Co charakteryzowało dotychczas raczej albumy bardziej kuglarsko-funkowego Infectious Grooves. Okazuje się jednak, że thrash metal również zyskuje na takim połączeniu. Niemal cyrkową ekwilibrystykę udało się wtłoczyć w hardcore’owo – speedmetalową eSTetykę i uzyskać nadspodziewanie dobry efekt bez najmniejszych strat dla dynamiki oryginalnych kompozycji.
A dla posłuchania "Suicidal Maniac", "I Feel Your Pain...", "Possessed To Skate", czy "Widespread Bloodshed…" z popisami panów Moore’a i Brunnera warto nawet nadwątlić stosunki sąsiedzkie, czy wewnątrzrodzinne (sprawdzone!). Dzięki kolejnej części "Suicidal Family" będziecie się mogli później godzić w długie jesienne wieczory:)