U Disturbed bez zmian. Tymi słowy zaczynałam recenzję poprzedniej płyty "Indestructible" i nie mogę się powstrzymać, by zrobić to samo przy "Asylum".
Życie wokalisty Davida Draimana ostatnimi czasy dalekie było od sielanki. Narzeczona rzuciła go z dnia nadzień, następnie nowa dziewczyna zostawiła samego w świeżo zakupionym domu w Austin. Na domiar złego zdechła wieloletnia czworonożna towarzyszka artysty, a nowy, zamówiony szczeniak zdechł w drodze do niego.
Ze swoimi demonami artysta postanowił zmierzyć się poprzez muzykę. Przy okazji poruszył kilka większych kwestii, jak chociażby tę dotycząca środowiska (singlowy "Another Way to Day"). Kiedy koledzy z kapeli dostali teksty, które napisał poważnie zaczęli się o niego martwić. Nie ma się co dziwić, kiedy czyta się takie "Never Again", czyli utwór o Holokauście (dziadkowie Darrena przeżyli obozy koncentracyjne w Bergen-Belsen i Oświęcimiu). Przy takiej tematyce i przejściach frontmana "Asylum" mogło być posępnym, depresyjnym dziełem. Chwilami album jest może nieco mroczniejszy, większych zmian jednak nie dostrzeżemy.
Grupa z Chicago od pewnego czasu celuje w solidny, podniośle brzmiący, obdarzony, dużą mocą (Disturbed można słuchać tylko bardzo głośno) metalo-rock i robi to na naprawdę przyzwoitym poziomie. Perkusja dudni i galopuje niczym dzikie konie, gitary są gęste i piłują jak szalone, David niezmiennie ma silny, bardzo ekspresyjny głos, a melodie są idealne na duże koncerty (bardzo udany "Asylum"). Czasem jest ciut spokojniej (zwrotki "Another Way to Die", "Crucified"), czasem bardziej notorycznie ("Warrior"), a kiedy indziej naprawdę ciężko ("Sacrifice"). A jeśli ktoś odczeka chwilę po zakończeniu "Innocence", posłucha, co
Disturbed zrobili z "I Still Haven't Found What I'm Looking For" U2.
Przy "Indestructible" czepiałam się, że Disturbed zupełnie nie zaskakuje. Na "Asylum" nic się w tej kwestii nie zmieniło, i chociaż obydwie płyty są na podobnym poziomie, tym razem zamiast narzekać, po prostu przyjmę, że taka oto uroda Disturbed. Słucha się tego dobrze, a czasem tyle wystarczy.