19 Wiosen ma szczęście do fanów. Przed laty próbował mnie nimi „zarazić” kolega, który dziś jest dyrektorem Dużego Banku, Wilhelm Sasnal organizuje swoje wernisaże przy ich muzyce, a Artur Rojek zaprasza ich na tegoroczny Off Festival. Ale czy warto dołączyć do tego elitarnego grona?
Żeby posiąść „Suweniry” trzeba się śpieszyć. Powstało ledwie 450 kopii. Już z czysto kolekcjonerskich względów to historyczne wydawnictwo wypada więc zdobyć. Pod warunkiem, że lubi się alternatywną kulturę i tzw. punkową „estetykę brudu”. Bo 19 Wiosen jest dla ludzi, którzy z mniejszą lub większą czułością wspominają szalone lata 90. I dla których ważniejsze wtedy były imprezy na squatach, niż zdobycie maklerskich szelek… Także dla każdego, kto ceni w muzyce oryginalność i prawdziwe emocje. Bardzo rzadko w historii punka zdarzało się bowiem, żeby w zespole śpiewała (też) dziewczyna, a w składzie, poza zestawem obowiązkowym (gitara, bas, perkusja), był klawisz. I to mocno wyeksponowany. O The Stranglers pamiętam, ale tam „czarno-białe” występowały solo, na brytyjski odpowiednik Anny Bursztyn Dusiciele nigdy się nie odważyli:)
Album składa się z dwóch płyt. Obie są wartościowe, bo na pierwszej znajdziemy zapis „akustycznego” koncertu, zagranego w oryginalnym składzie „plus”, podczas Festiwalu Dialogu Czterech Kultur, na który zespół specjalnie się reaktywował dwa lata temu. Do wysubtelnionych wersji znanych utworów wplecione są partie wiolonczeli i skrzypiec (ów „plus” w osobach skrzypaczki Justyny Terki i wiolonczelisty Kostka Usenko). Nie pasuje mi to. Zalatuje nadmiernie artystowskimi akcjami, od których już niedaleko do absolutnie chybionych połączeń z orkiestrami symfonicznymi. (Tak na marginesie, czy zauważyli Państwo, że żadna z setek prób zaspokojenia ego wykonawców rockowych przez granie koncertu z filharmonikami, od Deep Purple po Comę, nie zakończyła się jakimś spektakularnym sukcesem? Koniec marginesu.)
Szczęśliwie jest też druga płyta. Tu „Suweniry” nie są „wytwornym” szalikiem, ani „unikatową” parą skarpet, ale prezentami z prawdziwego zdarzenia. Od których świecą się oczy i rumienią policzki. Pierwsza część osiemnastoutworowego zestawu to koncert z nieistniejącego już Kinoteatru Tęcza, z warszawskiego Żoliborza. Pod koniec lat 90. 19W wydały go na jednym longplayu z zespołem Starzy Singers. Wykonania z tamtego grudniowego wieczoru (1997 roku) mają znamiona gościnnych występów – są chyba najdoskonalsze pod względem wykonawczym, ale zagrane jakby z większą dbałością o jakość, niż z pasją i naturalną drapieżnością. Tych nie brakuje za to w drugiej części drugiego dysku. Henryk Ulik, ówczesny wokalista współryczący z Anną Bursztyn, daje z siebie wszystko, m.in. w moim ulubionym „Dystansie”. Może dlatego, że nagranie miało miejsce najwcześniej (w 1995 roku) i młodymi głowami targały większe namiętności, a może dlatego, że koncert miał miejsce „na własnych śmieciach”, w Dred Klubie w Łodzi. Bez względu na okoliczności, efekt jest najlepszy w tej części „Suwenirów”.
Płyty wzbogaca książeczka, wydrukowana na porządnym, ładnie pachnącym papierze kredowym. Znajdziemy w niej wywiady ze wszystkimi muzykami Dziewiętnastek, do których udało się dotrzeć wiosną tego roku. Są też czarno-białe, współczesne zdjęcia aktualnego składu i „Wspomnienie” Pawła Dunina Wąsowicza, dopełniające obrazu czasów, w jakich 19 Wiosen działało najintensywniej. Czy ktoś jeszcze nie chce tego mieć?:)