szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Pro-Pain - Absolute Power

Jak megawypasiony pecet
2010-07-28, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

W czasach największej popularności Pro-Pain naprawdę wypasione pecety miały procesory 200-MHz, a dane przechowywało się na dyskietkach o oszałamiającej pojemności 2,88 MB. Wyobraźcie sobie teraz, że taki sprzęt, nagle okazuje się demonem prędkości…



Staje w szranki z waszymi lśniącymi laptopotworami z czytnikami linii papilarnych i terabajtowymi twardzielami. I… wciąga je nosem! Niemożliwe? Też tak twierdziłem, kiedy po raz pierwszy włączałem „Absolute Power”. A jednak, kapela, która ostatni raz robiła naprawdę dobre wrażenie jakieś dziesięć lat temu, po latach wydawania równych, ale dość przeciętnych płyt, i graniu koncertów tylko dzięki dobrej pamięci fanów, dziś ostro kopie zady! Szef Pro-Pain, Gary Meskil, naprawdę ma powody do dumy. A na zwyczajowe pytanie „To oni jeszcze żyją?!” może się uśmiechnąć szelmowsko i odpowiedzieć „Włącz płytę, posłuchaj i… przeproś!”.

Na niektórych albumach pomiędzy „The Truth Hurts” (ich opus magnum sprzed szesnastu lat) i tegoroczną „Absolute Power”, proporcje między hardcore’em i metalem przesuwały się w jedną lub drugą stronę, ale dopiero teraz udało się je idealnie wyważyć. Do tego mamy znów oryginalne i chwytliwe melodie, które wcale nie kolidują z ciężarem i brutalnością całości. Wokalnie Gary wspiął się na takie wyżyny, że kilka razy sprawdzałem, czy gościnnie na „Absolute Power” nie udziela się Maciek Taff (btw., zdrowiej brachu!). Tom Klimchuck ze swojej gitary już nie wyciska z mozołem, tylko swobodnie, na luzie, gra coraz bardziej wyrafinowane solówki. Najmocniej zaś zdumiewa i cieszy, że płyta pozbawiona jest jakichkolwiek wypełniaczy. Trzymając się okładkowej metafory, gdyby Pro-Pain było partią polityczną, miałoby Władzę Absolutną w każdym parlamencie. Bo wszystkie dziesięć numerów z „Absolute Power” potwierdza zasadność użycia tego buńczucznego tytułu. Od większości trudno się uwolnić („Destroy The Enemy”, „Stand My Ground” ze Shmierem z Destruction na wokalu, rewelacyjne „Road To Nowhere” ze splątanymi riffiadami, czy „Divided We Stand” z „wyszczekanym” refrenem i „Gone Rogue” z melodiami jak u Stevie Wondera). Inne przykuwają uwagę dynamiką i fajnymi zaśpiewami („Unrestrained”, „AWOL”). Są nawet regularne blasty przez niemal cały „Hate Coalition” – utwór zamykający album, czy we fragmentach „Hell On Earth”. Najważniejsze jednak, że pierwszy raz od połowy lat 90. w Pro-Pain dosłownie wszystko, od udanej okładki, przez produkcję, kompozycje, aż po niesztampowe aranżacje, jest na najwyższym poziomie.

Jesienią Gary skończy 45 lat. Kiedy zdobywał sławę z Crumbsuckers dobiegał dwudziestki. Największe sukcesy z Pro-Pain święcił tuż przed trzydziestką. Czyżby więc miał za sobą kryzys wieku średniego i świętował drugą młodość? Czy trzecią..:) Która by nie była, sprawia facetowi mnóstwo frajdy. Słychać, że Meskil grając i śpiewając, świetnie się bawi. Dobrze, że z nami, a nie naszym kosztem.

Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!