szukaj w serwisie

Gorące tematy



więcej o...

12 LutegoNajnowsze wiadomości

12 Lutego Najnowsze plotki

Zakupy

Rage Against the Machine - The Collection (Boxset)

Gwarancja pełnej satysfakcji
2010-06-28, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Wersja dla tych, którzy nie mają czasu: Brać bez obczajania, bo wychodzi taniej, niż pojedynczo kupowane krążki Rejdżów. Chyba, że się już coś ich ma. Tu są same płyty z oficjalnej dyskografii RATM.

Wersja rozszerzona: Trzy lata temu Rage Against The Machine wrócili do wspólnego grania po niemal siedmiu latach przerwy. A dokładniej, po siedmiu latach od "ostatecznego zakończenia działalności". Jest więc szansa, że poza dotychczasowym koncertowaniem, niebawem nagrają też nową płytę. Zanim to nastąpi, możemy zrobić podsumowanie dotychczasowej działalności Czołowych Lewaków Rocka, z pomocą (niemal) pełnej dyskografii zebranej do jednego pudełka pod tytułem "The Collection".

Podobnie, jak wiele innych zespołów, w których grali wybitni gitarzyści, tak i Rage Against The Machine mieli bardzo udany debiutancki album (zupełnie jak The Jimi Hendrix Experience, Van Halen, czy Guns N’ Roses). Do zapoznania się z "jedynką" naprawdę nie muszę więc nikogo przekonywać. To podstawa dla wszystkich, którzy chcą zakumać, o co temu zespołowi chodziło w latach 90. Później zresztą też.

"Evil Empire" to album nagrany pod największym ciśnieniem. Po nadspodziewanie entuzjastycznym, żeby nie powiedzieć "ekstatycznym", przyjęciu debiutu zespół koncertował do upadłego (także w Polsce), a kiedy przyszła pora na drugi album, sytuacja była nabrzmiała jak policzki dmących w wuwuzele. Wówczas, po przychylnej recenzji tego albumu, musiałem tłumaczyć znajomym utwór po utworze, co skłoniło mnie do wystawienia tej płycie tak wysokiej noty. Po latach wystarczy tylko przypomnieć tytuły: "People of the Sun", "Bulls on Parade", "Vietnow", "Revolver". Dziś stanowią mocną reprezentację koncertową, więc wytrzymały próbę czasu i wychodzi na to, że mylili się raczej malkontenci, twierdzący, że to już "nie ci sami Rejdże, co cztery lata wcześniej...".

O ile na "Evil Empire" Tom Morello mocno eksplorował granice swojego stylu i eksploatował do bólu gitarowe efekty, tak na "The Battle Of Los Angeles" raczej popłynął z sekcją rytmiczną. Wskaźnik gatunkomierza wychylił się najbardziej w stronę funku. Już od "Testify", w którym gitara raczej towarzyszy basowi i perkusji, zaczyna się (hard) funkowe szaleństwo. Nie sposób usiedzieć/ ustać spokojnie słuchając też kolejnych, "Guerrilla Radio", zaczynającego się "grubym basem" "Calm Like A Bomb", czy "Mic Check", w którym gitara na początku bardziej przypomina plumkania Heada z Korna, a przesterowany bas i gęsta gra perkusji tworzą lekko psychodeliczny klimat. "Sleep Now in the Fire" to regularny numer taneczny, tak jak i pozostałe, które różnią się tempem i ciężarem, ale nie przebojowością, czy funkową pulsacją. Te towarzyszą nam przez całą "Bitwę o Los Angeles". Tu od razu wtręt na temat tekstów. Mniej więcej w czasie wydania i promocji "The Battle of L.A." Tom wspominał: "Moi koledzy z Harvardu uczyli się dalej, aby zostać profesorami, doktorami, prawnikami, bankowcami. Trudno im było zrozumieć, dlaczego ja chcę zostać socjalistycznym muzykiem rockowym.". Nie ukrywam, że też miałem z tym problem. Dziś łatwiej zrozumieć mi krucjatę, na jaką Tom wyruszył przy wsparciu Zacka i przy milczącym wsparciu Tima i Brada. To nie chęć krzewienia marksizmu i leninizmu. Oni są po prostu utopijnymi idealistami, którzy nie mieli kontaktu z "realnym socjalizmem". I trzeba nad tym przejść do porządku dziennego, a nie starać się to zrozumieć.

Znaków zapytania w historii RATM mnożyło się zresztą z czasem coraz więcej. Kolejnym wydawnictwem było "Renegades", na którym zespół w swoim stylu zaprezentował utwory takich muzycznych rewolucjonistów, jak MC5, The Stooges, Africa Bambaataa, czy… Bruce Springsteen. Jego utworem, "The Ghost Of Tom Joad", album był nawet promowany. Niestety, była to już promocja pośmiertna, bo miesiąc przed premierą tej – zacnej, trzeba przyznać – składanki, z zespołu odszedł Zack de la Rocha. Porządkując kalendarz, „Renegades” mogliśmy kupić w grudniu, Zack odszedł w listopadzie, a we wrześniu 2000 roku zespół zagrał ostatnie dwa koncerty w Los Angeles, które zostały nagrane i wydane na płycie "Live At The Grand Olympic Audytorium", która do handlu trafiła trzy lata później. I ją też znajdziemy w gustownym pudełku "The Collection". Jedynym "brakującym ogniwem" pełnej dyskografii jest album pierwotnie przeznaczony tylko na japoński rynek, "Live & Rare", z 1996 roku. Rozumiem jednak tę decyzję, skoro i tak mamy koncertowych Rage'ów w bardziej przekrojowym repertuarze. Można się ewentualnie czepiać, że nie ma w tym zestawie nic ponad materiał z regularnych płyt, żadnych dodatków, czy niepublikowanych wcześniej nagrań. Ale to już zadanie na przyszłość. A teraz niech lepiej nagrywają nowe rzeczy i dodatki dorzucą do płyty, którą, miejmy nadzieję, wydadzą zanim znowu się pokłócą:) Konkludując, brać bez obczajania, bo to klasyka i każdą z tych płyt naprawdę warto mieć.
Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

No co Ty!?

Wiadomości

Tanio.pl

Książki

Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Polecane: Pogoda | Wyznaczanie trasy | BMI | Tarot | Program tv | Plotki | Moje IP | Wiadomości | Sport | Top News
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska