I'm not a girl, not yet a woman - śpiewała swego czasu Birtney Spears. Teraz z tym samym dylematem boryka się Miley Cyrus.
Can't Be Tamed to porażkowy album.
Autor recenzji przedstawił ciekawą wizję dalszej kariery Cyrus. Moim zdaniem jednak ona wybierze raczej drogę papkowatego popu spod znaku Britney Spears niż czegoś ambitniejszego. Jak słucham Can't Be Tamed to od razu nasuwają mi się skojarzenia z Animal Ke$hy. Przeładowanie efektami, plastikowatość, sztuczny wokal przerobiony przez komputer. Jednym słowem komercha na całego. Mam wrażenie jakby przy tym albumie majstrował dr luke albo inny oszołom od robienia kasy. Radzę skreślić Cyrus z listy artystów dobrze obiecujących.