szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

29 MarcaNajnowsze wiadomości

29 Marca Najnowsze plotki

Miley Cyrus - Can't Be Tamed

Na rozstaju dróg
2010-06-24, autor: Lola, megafon.pl
  A A A
 

I'm not a girl, not yet a woman - śpiewała swego czasu Birtney Spears. Teraz z tym samym dylematem boryka się Miley Cyrus.

Przyznam, że Miley ma przechlapane. Dziewczę wyrosło już z Hannah Montana i Disneya, i chociaż wprawnie paraduje na wysokich obcasach, przy dojrzałych gwiazdach sceny pop zdaje się być tylko gówniarą, nieco zagubioną gdzieś przy Beverly Hills 90210. Jak to bywa w tym wieku, Cyrus ma jeszcze problemy z tożsamością. Nasza biedaczka nie do końca wie, czy chce być sexy wampem, który z wydętymi ustami spogląda na nas z okładki czy może dziką rockmanką, o czym świadczy przyjaźń (także muzyczna) z Bretem Michaelsem i upodobanie do skór oraz ćwieków, czy po prostu powinna zostać zwykłą dziewczyną, której czasem jakiś przystojniak złamie serce. Wszystkie te rozterki w wariancie muzycznym czekają na nas na nowej płycie Cyrus, "Can't Be Tamed".

Innymi słowy, nowy album wokalistki to mieszanka popu, współczesnych klubowych klimatów, rocka i nastoletniej melancholii. Przyznam, że najbardziej przekonuje mnie smutna Miley. Owszem, jej ballady są raczej naiwne a muzycznie dość tendencyjne i schematyczne, ale dziewczyna ma naprawdę ładny głos, który właśnie w akustycznych kawałkach ("Forgiveness and Love", "Stay") potrafi najlepiej wyeksponować. Tak, wiem, że w tej grupie piosenek znajduje się również cover "Every Rose Has Its Thorn" Poison, ale skoro lider namaścił wersję Miley, ja szara myszka nie będę się wypowiadać.

Skoro jednak o Poison mowa, dobrym kierunkiem dla Cyrus jest też rock, a raczej pop rock - jak w nagraniach "Two More Lonely People" i "Take Me Along". Chrypka młodej wokalistki całkiem nieźle pasuje do czadowo-przebojowych numerów. Sama zainteresowana chyba też najlepiej się w czuje w takich właśnie utworach, co słychać w "Scars", który co prawda ocieka syntezatorami, ale ma ewidentnie rockową dynamikę. Zupełnie za to nie przekonuje mnie klubowe wcielenie Miley ("Liberty Walk"). Co prawda tytułowy numer jest całkiem niezły, ale tylko z uwagi na pewną podskórną zadziorność. Największą pomyłką na pewno są eksperymenty z Auto-Tune'em (bardzo irytujące "Permanent December"), bo głos jest akurat jednym z największych atutów gwiazdy.

"Can't Be Tamed" to płyta przejściowa, testowa, którą Miley Cyrus musiała nagrać, by sprawdzić się w różnych stylach i muzycznych konfiguracjach. Pytanie, jaką drogą była Hannah Montana pójdzie dalej. Czy będzie chciała być nową Britney lub Christiną czy spróbuje się przebić z gitarą i ćwiekami. Osobiście mam nadzieję, że wybierze drugą drogę. Zważywszy na milczącą od kilu lat Avril Lavigne, przydałaby się jakaś rozkrzyczana laska.
Lola, megafon.pl
oceń
1
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Gość [2010-06-30 23:35]

Can't Be Tamed to porażkowy album.
Autor recenzji przedstawił ciekawą wizję dalszej kariery Cyrus. Moim zdaniem jednak ona wybierze raczej drogę papkowatego popu spod znaku Britney Spears niż czegoś ambitniejszego. Jak słucham Can't Be Tamed to od razu nasuwają mi się skojarzenia z Animal Ke$hy. Przeładowanie efektami, plastikowatość, sztuczny wokal przerobiony przez komputer. Jednym słowem komercha na całego. Mam wrażenie jakby przy tym albumie majstrował dr luke albo inny oszołom od robienia kasy. Radzę skreślić Cyrus z listy artystów dobrze obiecujących.

odpowiedz