szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

25 PaździernikaNajnowsze wiadomości

25 Października Najnowsze plotki

Vulgar - The Professional Blasphemy

Na pohybel... wszystkim!
2010-05-30, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

To nie jest płyta bandy debili, mimo, że czasem muzycy Vulgar udają mało bystrych. To raczej szczere "Fuck Off!" wykrzyczane świadomie, do wszystkich, którzy na to zasługują.

Zamiast kłócić się z opornymi ludźmi i próbować uświadomić im ich głupotę, Sado napisał "Mass Abortion". Znalazł muzyków, którzy chcieli powiedzieć to samo. W wyniku dłuższej wymiany poglądów i przyglądania się bliźnim, nie wyłączając niektórych organizatorów koncertów, dziennikarzy, czy polityków, nagrali też "Fuck Everybody, Fuck Everything" i "I Kill The Best I Can". Większość działań związanych z Vulgar, choć hobbystycznych, jest gruntownie przemyślana i ma szokować. Okładka z subtelnym detalem (sic!) sugeruje, że "satanic porno punk" proponowany przez Vulgar, różni się od punka "po prostu". Tak jak walnięcie w łeb łopatą różni się od walnięcia w łeb łopatą z zaskoczenia, po wykrzyknięciu "O rany, popatrz, co to!?". Ten rodzaj wyrafinowania przejawia się w strukturze albumu. Choć może to bardziej zaczątki schizofrenii. Bo wszystkie utwory następują po sobie bezpośrednio, może z półsekundowymi przerwami, ale niektóre mają formę "punkowych oratoriów", z dialogami pani i pana (w drugiej części "Damage Is Done" w rolę pana wciela się Nergal z Behemotha), czy grą kwartetu smyczkowego (!), albo operową wokalizą (tajemniczej sopranistki, Leny W.). Jest też jedna, czy dwie niekonsekwencje, jak świetny punkowy czadzior "No More Fuckin' Ballads" i balladowa właśnie "My Blood Is Black", czyli druga część "Damage Is Done". Mamy też na drugim albumie Vulgar utwory zaskakujące bezpośredniością wyznań podmiotu lirycznego, jak "I Don't Wanna Go To Heaven", "Devastate Yourself", "Fistful Of Drugs" i "Porno Psycho". Najistotniejsze jednak, że całość sprawia wrażenie dzieła sztuki. Wychuchanego i zrobionego z przekonaniem. Nawet, jeśli bliżej tej sztuce do "Fontanny" Duchampa, niż do fresków Michała Anioła.

Vulgar tym albumem daje szansę na uświadomienie sobie, jak po obejrzeniu "Dnia Świra", że wku***onych na zastaną rzeczywistość jest więcej. Może czasem nie mają aż takiej determinacji, jak muzycy z Wybrzeża, którzy założyli własną wytwórnię, żeby być niezależnymi i móc robić naprawdę to, co chcą. A może po wysłuchaniu tej płyty odważą się na radykalny ruch, albo przynajmniej powiedzą głośniej "dość!"?

PS. Tak, angielski czasem razi polskością, a niektóre teksty mógłby napisać szesnastolatek, ale jakie to ma znaczenie, skoro nie przeszkadza w słuchaniu.
Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Ciao Bella [2010-06-09 22:31]

Vulgar!!!
Ech, ten Vulgar... Dzieło sztuki. Wysmakowane i wymyślane od kołyski. Od pierwszego usłyszenia punk rocka. Od dnia, w którym Rogaty wziął się za tych - skądinąd przemiłych - chłopców. Ave. Kisses.

odpowiedz