“Melodie do podrzynania gardła” to wyjątkowo udany tytuł metalowej płyty. Okładka już tak nie porywa, i – co dziwne – w ogóle do tytułu nie nawiązuje. Na szczęście muzyką Chain Reaction wybijają zęby, łamią nosy i podrzynają gardła.
Oczywiście metaforycznie. Natomiast jak najbardziej w realu robią niezły bałagan, kiedy grają na żywo. Nie widziałem ich jeszcze po wydaniu drugiej płyty, ale po debiucie wypadali bardzo korzystnie. Co się zmieniło przez ponad dwa lata, od wydania “Vicious Circle”? Ekipa Bartona i Wodzireja okrzepła w amerykańsko-metalowym stylu. Kompozycje mają przemyślaną strukturę, solówki nie brzmią, jak dogrywane na szybko i na siłę. A brzmienie gitar i perkusji nie ustępuje protoplastom gatunku spod znaku Lamb Of God, Godsmack, czy Damageplan (niech będzie, na zachętę, choć gitarzystom ChR oczywiście jeszcze troszkę brakuje do Darrella Abbotta;).
Najlepszym w całym zestawie, od pierwszego przesłuchania wydaje się, czwarty na płycie, „Elder Thrived”. Z pewnością najbardziej dopracowany, z bardzo charakterystycznym motywem „zacinających się”, ciężkich riffów i basem wyłażącym na wierzch na początku i w kilku kluczowych momentach utworu. Może solówka jest trochę za bardzo durowa w kontekście całości. Nie na tyle jednak, żeby po nagłym końcu tego kawałka, nie chcieć go sobie włączyć jeszcze raz. Jeśli nie zdążycie sobie cofnąć, to spoko. Warto posłuchać i kolejnego, „Insomnia Revised/ H.B. Woodrose”. Głównie ze względu na wokalistę. Barton bardzo wyróżnia się na tle metalowych krzykaczy. W tym konkretnym utworze wypada równie przekonująco w najbardziej histerycznym wstępie, jak i w śpiewanym refrenie i niemal melorecytowanych zwrotkach. Po wybrzmieniu części zasadniczej zaskakuje akustyczna miniaturka, z wplecionymi cytatami z pieśni bardziej do przytulania, niż podcinania czegokolwiek (jak choćby zbieżna z linią wokalu z „Candy” Kate Pierson i Iggy’ego Popa, z miejsca „Beautiful beautiful/ Girl from the north/ You burned my hart/ With a flickering torch”). Chyba, że do podcinania pędów roślin, z których wyrastają tytułowe nasiona…
Z „Cutthroat Melodies” jest trochę jak ze starymi filmami na TCM, czy MGM. Wiemy, że stanowczo nie da się kierować samochodem i patrzeć głęboko w oczy partnerce siedzącej obok, wiemy też, jaki będzie koniec filmu, ale oglądamy go, bo jest po prostu fajny. „Cutthroat Melodies” to płyta ulepiona z doskonale znanych skądinąd dźwięków, momentami przecząca logice (tekst „God lives Too Long”, albo fakt wydania tej płyty we Włoszech), ale w ogólnym odbiorze po prostu za***ista. Świetnie brzmiąca, sprawnie zagrana i bardzo dobrze zaśpiewana.