Pewnie też tak macie, że lubicie, jak ktoś o was dba. Zabiega. Stara się przykuć uwagę czymś ciekawym. Miło, że Claudio Paul Sanchez stara się o to dla swoich fanów.
Możliwe, że szczyt potencji twórczej Coheed And Cambria już zaliczyli. Trzeba przyznać, że zaczynali z bardzo wysokiego poziomu i utrzymanie go przez wiele lat po prostu nie było możliwe. Od razu jednak należy podkreślić, że jeśli się opuścili, to raczej na poprzednim albumie, a teraz wracają do formy. Nagrali bardzo przyzwoitą płytę, której słucha się z ciekawością i przyjemnością. Sporo się na niej dzieje. A wszystko jest zagrane z ogromnym zaangażowaniem. Tylko, posługując się terminologią skoczkonarciarską, „trochę błysku brak”. Progresywność w nazwie wykonywanego przez Coheed And Cambria nurtu nakłada bowiem na muzyków presję jak na sportowców. Ale też rock progresywny w ich wykonaniu to wdzięczny materiał do eksperymentowania i eksplorowania nieodkrytych rejonów bezkresnego świata dźwięków. Przepraszam za tę grafomańską figurę, ale jak się obcuje z wydawnictwem, którego integralną częścią jest prawie czterystustronicowa książka, to może się tak zrobić człowiekowi…
Bo oczywiście Claudio nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił przy okazji nowej płyty kolejnej historii, którą stara sie dorównać Tolkienowi. Sagi jego autorstwa to oddzielny byt. Tym razem podkręcony jeszcze piórem dziennikarza New York Timesa, Petera Davida. Ponieważ fantastów ogranicza tylko ich wyobraźnia, w książce „Year Of The Black Rainbow”, można spodziewać się zaskakujących historii dziejących się w równoległych światach i w czasie, którego nie ma. Zresztą, sami sobie odlećcie, książka jest częścią edycji specjalnej płyty, dostępnej w sprzedaży wysyłkowej, m.in. przez oficjalną stronę www. zespołu.
Coheed And Cambria trzyma poziom i może być alternatywą na przykład dla sierotek zawiedzionych przez Mars Voltę. Na pewno spodoba im się nerwowo zagrany „Guns of Summer”, a i reszta płyty robi lepsze wrażenie, niż przepalony „Octahedron”… „Far” jest baśniowo piękną balladą. „The Broken” może nie tak przebojowy, jak „Running Free”, singiel z poprzedniego albumu „(…) No World for Tomorrow”, ale klip ma fajny. A do tego okładka nowej płyty jest po stokroć lepsza. Nie tak kiczowata, jak ostatnia. Bardzo udane „Here We Are Juggernaut”, „Guns of Summer” i singlowy utwór trafiły do gry „Rock Band 2”, a zespół już prezentuje nowy materiał na koncertach, które zagra na całej kuli ziemskiej, z Polską włącznie (po raz pierwszy zawitają do nas 5 lipca). Płyta jest równa i mocno odrealniona. Pełna zwiewnych melodii podanych zazwyczaj na mocnym bicie i przyozdobionych charakterystycznym, wysokim śpiewem Sancheza. Jeśli dodać do tego wielość barw wyczarowanych na ponad tuzinie gitar, wykorzystanych do nagrania „Year…”, oszczędnie i mądrze zaprogramowane dźwięki towarzyszące, i nadnaturalny zapał wszystkich muzyków, to wyjdzie nam płyta, którą naprawdę warto mieć na półce. A nie tylko na twardzielu;)