Po latach chudych, jak patykowate nóżyny Blitza, dla jego zespołu nadszedł lepszy czas.
Od połowy pierwszej dekady XXI wieku, Overkill jest wreszcie traktowany z należnym mu szacukiem. Tak przez kolegów z thrashmetalowej branży, co skutkuje zaproszeniami na wielkie trasy koncertowe (organizowane przez Megadeth – Gigantour, czy Exodus – European Killfest), jak i przez fanów, którzy tłumnie na te koncerty przychodzą. A chyba jeszcze bardziej cieszy kontrakt z największą wytwórnią metalową, Nuclear Blast. Pierwsze dziecko z tego związku nazywa się "Ironbound".
Według zasady głoszącej, że najlepsze płyty Overkill zaczynają się w miarę spokojnie ("Taking Over", "Horrorscope", "The Years Of Decay"), ta też powinna być OK. Pierwszy utwór, "The Green And Black", rozwija się od basowego pykania i nieśpiesznej, melodyjnej solówki gitarowej. Po wejściu bębnów i drugiej gitary robi się bardziej przestrzennie i potężnie. I, przede wszystkim, szybko. Blitz nie od parady nosi swoją ksywkę od trzydziestu lat. A od ośmiu, od słynnego przejścia zawału na scenie, wydaje się jeszcze bardziej podkręcać tempo… Może nie wyciąga "gór" tak ostro jak ćwierć wieku temu, ale za to jest groźniejszy w niższych rejonach. Tak czy owak, śpiewa świetnie.
Wierni fani będą mogli sobie odhaczać patenty znane z klasycznych dzieł Overkill, które DD Verni i Bobby Ellsworth przemycili w kompozycjach z "Ironbound" (np. horrorscopowe „wynurzanie się” gitar w "The Goal Is Your Soul"). A młodzież, zafascynowana Trivium czy Atreyu, wreszcie dowie się skąd czerpali fajność ich idole. Płyta jest doskonale wyprodukowana (przez sam zespół, a zmiksowana przez Petera Tägtgrena z Hypocrisy) i ma "wiosenność", która objawia się znakomitym odbiorem, mimo niełatwych dźwięków i trudnych tematów poruszanych w tekstach. Przykładem jest choćby genialny, motörheadowy "Bring Me The Night", w którym Blitz godzi się ze śmiercią na scenie, chce jej, i, mimo ledwie osiągniętej pięćdziesiątki, już jest na nią gotowy.
W ostatnim, "The S.R.C.(Subterranean Resistance Cult)" kultowość, na którą Overkill rzetelnie zapracował, idzie pod rękę z podziemnym charakterem ich muzyki i oporem wobec nijakości. I choć nie ma w sobie geniuszu z początku lat 90., to zdaje się potwierdzać, że "Ironbound" jest pozycją bliższą pojęciu „thrash metalowy majstersztyk” niż "thrash może oznaczać trash".