szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

21 MajaNajnowsze wiadomości

21 Maja Najnowsze plotki

Titus Tommy Gunn - La Peneratica Svavolya

Zabawmy się!
2010-02-23, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Pener, czyli żul. „Peneratica Svavolya” zatem oznacza Przednią Zabawę W Doborowym Towarzystwie:)


Inwencja Titusa już-nie-tylko-z-Acid Drinkers bez trudu przyćmiewa wydumane koncepty mniej zdolnych koleżanek i kolegów. A idę o grubszy zakład, że cała wizja, tytuły i muzyka powstały na dużym luzie, w mocno niekorporacyjnej atmosferze. Co jest wielką zaletą tego krążka, ale i jego przekleństwem. O czym później. Najbardziej jednak krzywdzące jest porównywanie Titusa i jego projektu do Lemmy’ego i Motörhead. Owszem, klimat „Peneratiki” ma sporo z rockendrollowej zabawy, ale to nie jest krążek-klon „Ace Of Spades”, „Orgasmatron”, czy „Iron Fist”.

Nawet jeśli Tyta zapowiadał, że jego zespołowi „Motör przyświeca”. Nie można wprost walnąć, że Titus’ Tommy Gunn to polski Motörhead. Przede wszystkim przez niepodrabialną manierę wokalną i akcent szefa TTG. Także przez gitary, bliższe thrashowej estetyce z początków Acids. I tylko bas „z przodu” w kilku momentach może się kojarzyć z ekipą Lemma. Mitem jest też twierdzenie, jakoby Titus’ Tommy Gunn był tylko jednorazowym projektem pana Pukackiego. A prawda jest taka, że „La Peneratica Svavolya” to pierwsza z trzech płyt, na jakie opiewa kontrakt z Mystic Production. Zupełnie niezależnie od działań z Acid Drinkers.

Sama muzyka zaś zaskakuje od pierwszych dźwięków… drumli (!) w doskonałym „The Bitch Is (Still) Dead” (ten ludowy instrument jeszcze raz pojawia się w “Scarass”). Kawałek otwierający „Peneratikę” jest pełen solówek gitarowych „gadających” z basowymi, ma świetny refren i wciągającą melodię. Pojedynki na sola powtarzają się jeszcze w kolejnym „Varan’s 10” i paru innych miejscach, ale wcale przez to nie stają się nużące, czy mniej zaskakujące. „The Awakening” błyszczy rasowym gitarowym motywem, a linią wokalu bardziej przypomina Bruce’a z Iron Maiden, niż Wiadomo Kogo.

„Grand+Snow+Gorilla” oparty jest na tak uroczym motywie granym na basie, że aż boli brutalna zmiana tempa i klimatu po wejściu gitary i bębnów. Szczęśliwie, TTG znają się na komponowaniu i roztropnie do tego motywu wracają. Gorzej, że nie zawsze z tej znajomości korzystają, przez co poziom kilku utworów jest nierówny. One cały czas mają genialne fragmenty, ale z kompozycyjnymi i technicznymi nieporadnościami pomiędzy. I to może być wynikiem tego, wspomnianego na wstępie, totalnego luzu tej kapeli. „La Peneratica Svavolya” wpisuje się w zbiór kilku, jeśli nie kilkunastu, polskich tytułów z 2009 i 2010 roku (m.in. „Idmen” Indukti, „Evangelion” Behemotha, „Black Sun Rising” Naumachii, „Freak” Armii, czy „Bourbon River Bank” Corruption), które sprawiły, że coraz częściej na rodzime produkcje muzyczne czekam z większą nadzieją, niż na rzeczy z zagranicy. I coś mi się wydaje, że po planowanym przez Acidów „Fishdicku II”, będę tęsknie wypatrywał drugiego krążka Titus’ Tommy Gunn.
Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!