Bardzo dobra płyta "Hat, Rabbit", świetne koncerty solowe, jak i te w
ramach "Trójka Tour" - to wszystko składa się na naprawdę udany rok
2009 dla "najczęściej odkrywanej polskiej artystki", czyli Gaby Kulki.
A "Sleepwalk", nagrany wraz z Konradem Kuczem, jest doskonałym ukoronowaniem zeszłorocznych dokonań Gaby.
Solowa płyta Kulki przyniosła parę zaskoczeń, ale w moim prywatnym
rankingu stawiam ją jednak za wydaną w 2006 "Out". Nie rozczarowała,
ale wiem, że Gabę stać na coś więcej. Z drugiej strony mamy Konrada
Kucza, który od czasów "Futra" trzymał się raczej z dala od
mainstreamu, eksplorując gatunki muzyczne takie jak ambient i
chillout. Co powstało z połączenia tych zupełnie odmiennych od siebie
światów?
Część materiału obecna była tu i ówdzie na różnorakich serwisach
internetowych (m.in. na mp3.wp.pl) i była swoistą próbką tego, co
miało nadejść. Artyści nie poszli jednak na przysłowiową "łatwiznę" i
nie tylko pozmieniali tytuły piosenek, ale i ich aranżacje. Efekt?
Jedna z najciekawszych polskich płyt roku 2009 i wydawnictwo, które
nawet po parokrotnym przesłuchaniu zaskakuje.
Etykieta "pop" wcale nie oznacza, że znajdziemy tu dyskotekowe
trzaski. Owszem, płyta to proste, wpadające w ucho melodie, ale bardzo
ładnie oplecione niebanalną elektroniką i samplami przywodzącymi na
myśl przedwojenne nagrania. Muzyka Kucza wspaniale sprawdza się
zarówno jako podkład do wokalu Gaby Kulki, jak i jako instrumentalne
przerywniki pomiędzy poszczególnymi utworami.
Bardzo pozytywnie wypadają też wokalne eksperymenty Gaby - na
"Sleepwalk" zapuszcza się ona momentami w zupełnie inne rejony niż na
solowych wydawnictwach. Można nawet powiedzieć, że wokalizami na
płycie uciera nosa tym, którzy mają ją po prostu za kserokopię Amandy
Palmer czy Kate Bush. Artystka powoli pracuje na własną markę i jeżeli
podąży w kierunku obranym na "Sleepwalk", zaskoczy nas jeszcze nieraz.
Nic nie jest jednak idealne i nawet na tak ciekawej produkcji
znajdziemy parę rys. Wymieniona jako ogromny plus mikstura popu z
ambientowymi eksperymentami może nie przypaść do gustu osobom, które
wolą spójne, jednolite płyty, bez egzotycznych dodatków w postaci instrumentalnych przerywników.
Tym, których zrazić mogło "Hat, Rabbit" i tęsknią za klimatem z "Out"
z czystym sumieniem mogę polecić "Sleepwalk". Fani lubujący się w
elektronicznych tłach Kucza również znajdą tu coś dla siebie. A ci,
którym wyrażenie "polski pop" kojarzy się z Dodą lub Gosią
Andrzejewicz, powinni sięgnąć po to wydawnictwo, aby przekonać się, że
nagranie dobrego popowego albumu w Polsce jest jak najbardziej
możliwe. Nawet jeżeli pracujący nad nim muzycy pochodzą z różnych
muzycznych bajek.
Samemu duetowi życzę, aby "Sleepwalk" nie był jedyną ich kolaboracją,
bo i słuchacze, i szerzej polski rynek mieliby czego żałować!