szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

26 LutegoNajnowsze wiadomości

26 Lutego Najnowsze plotki

Collective Soul - Collective Soul (Rabbit Album)

Przepaść
2009-09-24, autor: Zbigniew Zegler
  A A A
 

Zespół Collective Soul zaistniał dzięki post-grunge’owemu przebojowi „Shine”, szesnaście lat temu. Przez ten czas nie rozpadł się i nie reaktywował, tylko robił swoje. Podobno „z miłości do muzyki”. Kanadyjczycy i Amerykanie jedzą ich łyżkami. Dlaczego?


Przecież trzeba mieć kręgosłup z kisielu, żeby nagrywać takie utwory jak „Fuzzy”, w którym dominuje gwizdany motyw! I być lotnym, jak plankton, żeby w otwierającej płytę piosence, „Welcome All Again”, opisać radość z… ponownego spotkania przyjaciół, po obudzeniu się w słoneczny dzień. Przy tym, rockowego instrumentarium zespół używa z taką zachowawczością, jakby wypożyczył je z muzeum, a z głośników, zamiast gorącego, drgającego powietrza, wydobywa się zapach, jak z taniego dezodorantu dla nastolatków (ale niestety nie „Teen Spirit”:). Nawet ostrzejszy „Dig” pełen jest banalnych pytań i afirmacji, przekreślających jakiekolwiek kontrowersje. A co, jeśli oni po prostu są szczęśliwi i nie mają rozterek egzystencjalnych? To są pustakami – podpowiadało moje zbuntowane alter ego! A jeśli nie mają pretensji do nazywania siebie artystami, a swojej muzyki sztuką? A grają dla zabawy i żeby uszczęśliwiać tzw. “normalnych ludzi”? To szkoda na nich czasu! – zagrzmiał we mnie ortodoks. Mimo to, nie wyłączyłem odtwarzacza.

Ponieważ tej ich jedenastej płyty słucha się dobrze. O wiele lepiej, niż wymęczonego, najnowszego U2, czy kilku ostatnich, mdłych albumów R.E.M. (nie wiedzieć czemu uparcie nazywanych rockowymi). Collective Soul przez chwilę byli w ekstraklasie, a po latach nie spadli do okręgówki, tylko trzymają się gdzieś w drugiej lidze. Profesjonalnej i gwarantującej przyzwoitą frekwencję na koncertach i przy kasach sklepów płytowych. I, być może, to im wystarcza do czerpania radości z tego niezobowiązującego grania i daje napęd do robienia tego przyzwoicie.

Przede wszystkim jednak uświadamia, jaka przepaść dzieli naszą rozrywkę od showbusinessu zza oceanu. U nas amerykański rock nie jest kopiowany, tylko parodiowany (czy to świadomie przez Tymona albo Kazika, bądź z pseudozaangażowaniem przez Feela, czy Pectusa), a Amerykanom on płynie w żyłach. Przez co, takie drugoligowe Collective Soul, robi płytę z jedenastoma kawałkami, z których przynajmniej połowa ma riffy zostające w pamięci i nie drażniące. Całość jest zaś wyprodukowana zawodowo i „normalsom” może przynieść niemało satysfakcji. Nawet w naszej ojczyźnie, za przepaścią…

PS. Rockowe sieci radiowe zapewne nie zauważą tej płyty, bo „zespół jest mało znany”. Za to wciąż będą grać Katy Perry, czy Kevina Rudolfa z raperem Lil Wayne’em, i biadolić, że Polacy coraz rzadziej słuchają radia…
Zbigniew Zegler
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!