szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Pearl Jam - Backspacer

Szczerość, prostota i pasja
2009-09-18, autor: Anna Szymla, megafon.pl
  A A A
 

Pearl Jam od dłuższego czasu jest postrzegany jako zespół przede wszystkim koncertowy. Płyty są mniej lub bardziej udane, ale służą przede wszystkim jako pretekst, by legenda ze Seattle ponownie wyruszyła w trasę. Z "Backspacer" może być inaczej. To naprawdę świetny album.


To, co za chwilę przeczytacie pisane jest niemal z pozycji kolan. Z perspektywy osoby, która w ubiegłym miesiącu była na koncercie Pearl Jam i zakochała się w nich po raz n-ty (chociaż nie zagrali żadnej piosenki, jaką chciałam usłyszeć). To słowa osoby przechodzącej lekki kryzys wieku średniego i mającej nadzieję na powrót mody na siarczyste gitarowe granie (jak nie za sprawą Pearl Jam, to może Alice In Chains?). I wreszcie, to tekst osoby naiwnie wierzącej, że jeśli w polskich mediach ukaże się dużo pozytywnych recenzji "Backspacer", sprzeda się dużo płyt i kwintet wróci do nas.

Zostaliście ostrzeżeni, więc do rzeczy. "Backspacer" to esencja talentu kapeli - czysta energia i prawdziwe emocje. Zaczyna się od wściekłego rock and rolla "Gonna See My Friend", z pęknie chrypiącym podczas wrzasków Eddiem Vedderem, który nie tylko w tym utworze wydziera się z równą pasją, co 10 lat temu. Singlowy "The Fixer" wciąż razi "yeah yeah yeah" w refrenie, ale mimo wszystko to chwytliwa melodia, zgrabnie połączona z niemal szczeniącą zadziornością. "Supersonic" (jeden z moich faworytów) genialnie sprawdzi się na żywo - punkowy charakter całości i zeppelinowskie gitary tworzą porażającą mieszankę. "Got Some" ma wspaniałe perkusyjne wprowadzenie, a "Johnny Guitar" świetne gitarowe przejście. "Unthought Known" stanowi mistrzostwo w budowaniu napięcia i dramatyzmu kompozycji, którego mogliby Amerykanom pozazdrościć panowie z U2. Kapitalne jest też najbardziej epickie w zestawie "Force of Nature". Dla miłośników delikatniejszego oblicza PJ czeka chociażby "The End". Najsłabiej wypada "Speed of Sound". Gdybym była złośliwa napisałabym, że nadając piosence taki sam tytuł, jaki ma Coldplay, trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Na brawa tradycyjnie zasługuje Brendan O'Brien. Facet ostatnimi czasy jest bezbłędny. Wyciska ze wszystkich (czy to AC/DC, czy Bruce Springsteen) to, co najlepsze. W przypadku Pearl Jam mamy sporo surowego, garażowego wręcz brzmienia, co idealnie koresponduje z zamysłem całości. Vedder przyznał, że starali się nagrać płytę, jak przed laty - bez nadmiernego kombinowania, poprawek, dopieszczania, by klimat był jak na koncertach. Kto widział Pearl Jam na żywo, wie, że dają sobie genialnie radę samą muzyką - bez kosmicznych scen, laserów, fajerwerków, hord tancerzy. Prostota to jeden z największych atutów "Backspacer". Prosty rock and roll, proste melodie z refrenami plus wielka miłość do grania, którą słychać w każdej z 37 minut dzieła.

Fanów nie ma co do płyty przekonywać i tak pewnie zamówili już kilka wersji wydawnictwa przez internet. Po longplay niech sięgną ci, którzy zaprzestali słuchania Pearl Jam w latach 90., a przekonają się, że panowie nadal potrafią dać czadu, ale też nagrać coś najzwyczajniej pięknego. Młodsze pokolenie, które uważa Pearl Jam za skamielinę ubiegłego wieku, pewnie nie da się przekonać, tym że mamy do czynienia z jedną z najszczerszych, rockowo soczystych płyt 2009 roku, ale niech pamięta, iż to dobrzy kumple Kings of Leon. A w ogóle to niech wszyscy po prostu kupią album. Choćby w polskiej cenie.
Anna Szymla, megafon.pl
oceń
0
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Euro

Pytamy.pl

Gazetki.wp.pl

Sport

Praca

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~:) [2010-01-06 18:17]

Płyta
Świetna moim zdaniem.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ana [2009-09-21 10:32]

szkoda ..
..szkoda że w portfelu taaka pustka :(

odpowiedz