szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy


więcej o...

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Dream Theater - Black Clouds & Silver Linings

Sny prosto z fabrycznej taśmy
2009-07-08, autor: Tylda Ciołkosz / megafon.pl
  A A A
 

Dream Theater był niegdyś zespołem przełomowym. Łącząc imponujące umiejętności z zamiłowaniem do Metalliki, Rush i ELP Amerykanie powołali do życia całkiem nową muzykę. Dziś Dream Theater to zespół dochodowy. Pracowici panowie co dwa lata wydają porządne, doskonale przewidywalne płyty, fani kupują je z nabożną radością a szefowie wytwórni zacierają ręce.

"Black Clouds & Silver Linings" to kolejny z owych produkowanych niemal taśmowo albumów - stworzony z rzetelnością godną doświadczonych majstrów i w najmniejszym stopniu nie zaskakujący.

W kolejnej blisko 80-minutowej porcji nowojorskiego prog-metalu znalazło się wszystko, czego wytrawny fan Dream Theater oczekiwać powinien: trącące myszką nawiązania do klasyki gatunku, tematy wartko przelewające się jeden w drugi, solistyczne uniesienia i operowe wibrato wokalisty Jamesa LaBrie. Cztery z utworów trwają - jak należy! - po kilkanaście minut, zyskując zresztą na objętości dzięki ciągnącym się przez minut pięć zakończeniom. Dzięki tym gumowatym kodom a to Mike Portnoy może podudnić sobie na podwójnej stopie, a to John Petrucci ma okazję wyrzucić z siebie kolejne pękające w szwach solo. Najbardziej komiczny element płyty stanowią gulgoczące odgłosy paszczą Portnoya, mające zapewne za cel wygonienie diabła z piekła. Element najbardziej liryczny to ballada "Wither", doskonały rockowy przebój w nieskazitelnym stylu, z podniosłym bridge'em i biblijnymi metaforami w tekście.

O ile pierwsze pięć utworów nie zachwyca wyjątkowością (albo nawet, jak w przypadku "The Shattered Fortress", zdumiewa powtarzalnością), ostatni, "The Count Of Tuscany", może porwać przy pierwszym przesłuchaniu. W ruchliwej suicie dzieje się niezwykle dużo, dzięki czemu słuchacz pozostaje w nieustannym, pełnym oczekiwania napięciu. Podniosły wstęp jest wzruszający jak filmy Larsa von Triera, instrumentalne popisy dają nie lada uciechę, proste, liryczne solo Petrucciego przynosi miłe ukojenie, a chwytliwy walczyk na zakończenie nastraja pozytywnie do życia. Jeżeli którakolwiek z kompozycji miałaby obronić album w oczach malkontentów, to chyba właśnie ta.

Mam wielki sentyment i szacunek do Dream Theater i bardzo cieszę się, że Amerykanom tak pięknie powiodło się w życiu. Nie potrafię jednak be przymrużenia oka traktować tej prog-metalowej fabryki, w którą przekształcił się nasz dzielny kwintet. Na szczęście, kiedy już przestanie mi być do śmiechu, mogę sięgnąć po bonusową płytę dołączoną do limitowanej edycji "Black Clouds & Silver Linings". Kolekcja piosenek z repertuaru Raibow, King Crimson i Queen brzmi w wykonaniu Dream Theater tak lekko, sympatycznie i świeżo, jak ich własne kompozycje nie zabrzmią może już nigdy.
Tylda Ciołkosz / megafon.pl
oceń
0
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~Koneser [2009-10-25 22:58]

Żenada!
Jeżeli ktoś chce przeczytać profesjonalne renenzje, polecam stronę www.progarchives.com, tam przynajmniej świeży fan muzyki progresywnej nie zniechęci się do płyt najwyższej światowej klasy, których autorytet muzyczny jest podważany w powyższej recenzji. Trudno ocieniać muzykę, tym bardziej, jeżeli się nie zna jej gatunku. Spośród wielu fanów Dream Theater, których znam, praktycznie żaden nie powiedział, że nie podoba mu się ta płyta. To właśnie liczne sola, wirtuozerska gra oraz tematy muzyczne nawiązujące do klasycznej muzyki progresywnej, czynią ten zespół i płytę niedoścignionymi, oryginalnymi i najlepszymi w swoim rodzaju.

odpowiedz