Okładka debiutanckiej płyty kwartetu z Warszawy zdradza niewiele. Samotne drzewo na tle utrzymanym w granatowym kolorze subtelnie przechodzącym w fiolet, zieleń, momentami żółć czy pomarańcz. Na brzegu tytuł „Aura” poprzedzony nazwą wykonawcy – „Tides from Nebula”.
Wydawnictwo otwiera utwór „Shall we?”. Już po pierwszych dźwiękach nasuwa się zdecydowana odpowiedź – z przyjemnością.
Na krążek trafiło dziewięć utworów połączonych wspólnym kluczem. W poszczególnych kompozycjach spokój przeplata się z nawałnicą, a na samym końcu wnętrzności słuchacza przytłacza bezlitosna ściana dźwięku. Klimat budują stopniowo ewoluujące subtelne i delikatne gitary siejące kiełkujący z każdą chwilą niepokój. Po „Shall we?” wybucha kolejny kawałek – „Sleepmonster”. Potwór na sekundę wycisza się i zasypia by po chwili znowu zaatakować skumulowaną masą dźwięków. Następny w kolejce czai się „Higgs Boson” – spokój, melancholia, gęste partie gitar, ciarki na plecach, cisza przed burzą, erupcja dźwięków. I tak będzie już do końca płyty. Wbrew pozorom nie ma tu miejsca na monotonię. Każdy kolejny utwór niesie ze sobą pewną świeżość, intryguje, przytłacza, hipnotyzuje do ostatniego dźwięku.
Wolno-szybko-wolno-szybko-bum! Słyszeliście już to? Naturalnie… Sięgnijcie po Caspian, posłuchajcie This Will Destroy You, poświęćcie chwilę, żeby wziąć udział w zbiorowym rozpaczaniu nad zjadającą własny ogon grupą Mogwai. Co z tego? W tym hermetycznym nurcie określanym przedrostkiem „post-” łatwo o narzekanie i kręcenie nosem - próżno o szalone innowacje. To ostatnie niekoniecznie musi przekreślać zalążki indywidualizmu i skazywać zespół na niechybną zagładę przez tocząca wtórność. Czas pokaże, a jak na razie – perełek na polskiej scenie muzycznej nigdy dość.
POSŁUCHAJ GRUPY TIDES FROM NEBULA W NASZEJ STREFIE MP3