Trawestując Stefana "Siarę" Siarzewskiego, dzwoniącego do burdelu w pierwszej części "Kilera": "Tony Iommi, Geezer Butler, Ronnie James Dio i Vinny Appice. No. I wszystko jasne".
Diabeł, jakiego znacie. Pod takim tytułem i z nazwą Heaven & Hell, która musi kojarzyć sie z Black Sabbath, Geezer i Tony Iommi dają nam nadzieję na powrót w formie, jakiej można oczekiwać od Legendy. Po niemal trzydziestu latach od pierwszego spotkania z Ronniem Jamesem Dio i po wielu nieudanych próbach wskrzeszenia Black Sabbath bez Ozzy’ego, wreszcie się udało! Może pomogła triumfalna, trasa koncertowa, zagrana w ciągu ostatnich dwóch lat, która zainicjowała istnienie projektu Heaven & Hell w obecnym kaształcie. A może fakt, że Iommi, Butler i Dio wreszcie przestali się oglądać na młodszych kolegów i po prostu napisali materiał prosto z serca. Bez udziwniania aranżacji scratchami, czy innymi głupotami.
Płyta oczywiście brzmi współcześnie i potężnie. Co więcej, wyprodukowana, przez samych muzyków pozwala w równym stopniu cieszyć się wszystkimi jej składnikami. Dawno nie było w światowym heavy metalu albumu, w którym tak dobrze byłby słyszalny, ciężki bas, wdrapujący się z mozołem po różnych skalach, albo dudniący czujnie pod solówkami Tony’ego. Gitara zaś jest wykorzystywana jak gitara, a nie pagaj do mieszania smoły. Iommi oczywiście nadal brzmi ciężko, w "Atom And Evil", "Follow The Tears" i "Neverwhere" właściwie doomowo, ale stroi się też wyżej, na przykład w "Rock And Roll Angel", co w Black Sabbath się jeszcze nie zdarzyło! Przepraszam, w Heaven & Hell. Przy czym, żeby było jasne, to jest zabieg jak najbardziej udany. A romantyczne solo na tle nieprzesterowanej nakładki z drugiej gitary, w tym samym kawałku, po prostu rozbraja. Wśród killerów, które najlepiej będą sprawdzały się na żywo, na bank trzeba wymienić "Bible Black", "The turn Of The Screw", i – wyjątkowo rozpędzone jak na nich – "Eating The Cannibals".
A co z Dio? Głupie pytanie. Mały Człowiek z Wielkim Głosem nigdy nie zawodzi! Przecież posiadacz Świętego Miecza nie może źle zaśpiewać heavy metalowych hymnów:) Przypomina mi się anegdota z festiwalu, na którym, na początku lat osiemdziesiątych, Ozzy solo grał przed Black Sabbath z Dio. Osbourne, dworując sobie ze wzrostu Ronniego powiesił na klamce jego drzwi do garderoby karteczkę "Uwaga na głowę!". Dziś na płycie "The Devil You Know powinna być naklejka z takim ostrzeżeniem. Ale dlatego, że słuchając jej będziecie machać dyńkami do upadłego!
Wreszcie, po jakichś "Dehumanizerach" i "Forbiddenach" Black Sabbath bez Ozzy’ego rozkłada na łopatki. Mimo, że nazywa się Heaven And Hell!