Muzykę Anity Lipnickiej i Johna Portera charakteryzuje coś przewidywalnego. Mianowicie jej stale wysoki poziom. Nie trzeba ich namiętnie słuchać czy przesadnie zachwycać się tym, co robią. Szacunek jest jednak jak najbardziej wskazany.
Dojrzałość, refleksja, spokój - to pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą na myśl, gdy słuchamy trzeciej płyty w dorobku duetu, "Goodbye". Kiedy sięgniemy do pokładów naszych zmysłów, dostrzeżemy ponadto piękno i miłość, jakie płyną z ich muzyki, zakorzenionej w tradycji prostego grania bluesowo-alternatywnego, a jednocześnie przystępnej dla ciut bardziej wymagającego, wprawnego ucha.
Nie zawsze uda się na pierwszym planie uchwycić przebojowość i magię tego materiału. Wystarczy niemniej, że znajdziemy czas, aby wniknąć w "Goodbye", a bez przeszkód będziemy delektować się kapitalnie uzupełniającymi się wokalami Portera i Anity ("Lonesome Traveller"), brzmieniem smyczków ("Down by the Lake"), czy znakomitą partią dęciaków ("Run For Your Love").
Anita i John mówią co prawda do widzenia jako duet, ale na szczęście nie rezygnują z nagrywania w ramach solowych projektów. To dobrze, bo ludzi z takim talentem i muzycznym feelingiem zwyczajnie nigdy za dużo!