Nie bardzo rozumiem, dlaczego albumy pop maj± po 20 kawa³ków lub wiêcej. Chyba chodzi o to, aby przy ka¿dym, nawet 4-sekundowym przerywniku móg³ pracowaæ inny "ceniony" producent/DJ/MC/artysta. Ów zabieg sprawia, ¿e obok ca³kiem dobrych piosenek dostajemy be³kotliw± sieczkê i s³abe wype³niacze. Refleksja ta nasz³a mnie po raz kolejny przy okazji p³yty "Discipline" Janet Jackson.
Je¶li wy³owiæ z owego potoku d¼wiêków prawdziwe piosenki jest OK. Otrzymujemy zgrabne i wyrazi¶cie wyprodukowane kompozycje p³ynnie balansuj±ce pomiêdzy soulem, R&B, hip-hopem i wspó³czesnym popem. W typowy dla siebie sposób Jackson nie próbuje wokalnych popisów, lecz zmys³owo poszeptuje. Osobi¶cie jestem zwolenniczk± drapie¿nej Janet takiej, jak chocia¿by w przebojach "Black Cat" czy "Rhythm Nation", po "Discipline" pozosta³ wiêc pewien niedosyt. Wokalistka raczej nie ujawnia bowiem swej dzikiej strony, a chocia¿ jeden flirt z gitar± by nie zaszkodzi³. Sympatycy spokojniejszej natury artystki powinni byæ jednak zadowoleni. Czkaj± na nich ciep³e, wcale nie ckliwe ballady ("Can't B Good", "What's Ur Name") oraz potencjalni zdobywcy szczytów list przebojów ("Feedback", "Rock with U" , "2nite"). Mamy te¿ znakomit± zabawê gatunkami w "The 1" z go¶cinnym udzia³em Missy Elliott.
Mêcz± potwornie kilkusekundowe wstawki, a przyjemne organiczne brzmienie kto¶ niepotrzebnie rujnuje elektronicznym przetwarzaniem g³osu rodem z filmu science-fiction z lat 90. Janet jest jednak w formie i z gracj± wpasowuje siê w obowi±zuj±ce trendy.