Grupa Hey obchodzi w tym roku 15-lecie istnienia. I oto do naszych r±k trafia p³yta "MTV Unplugged". Najlepszy sposób na podsumowanie dotychczasowej kariery.
Dawno ju¿ ¿adne wydawnictwo tak mnie nie wzruszy³o. Ka¿da piosenka przywo³uje jakie¶ wspomnienia. A to spotkania przy "Fire" wydanym na kasecie, to znów os³awiony koncert w Czêstochowie (ten z alarmem bombowym) i jeszcze pewien Sylwester oraz chyba wszystkie wakacje od 14 lat. Gdy tylko bowiem aura staje siê s³onecznie przyjazna, zawsze z jakiego¶ otwartego okna samochodu/mieszkania/biura wybrzmiewa "Teksañski". Co bowiem uzmys³awia ten album, przez te wszystkie lata zespó³ Hey w mniejszym, lub wiêkszym stopniu jest w naszym ¿yciu obecny.
Abstrahuj±c jednak od owych sentymentalnych, acz niew±tpliwych atutów dzie³a mamy przede wszystkim do czynienia ze znakomitym koncertem. Nowe wersje znanych utworów s± pe³ne, bogate, zaskakuj±ce i ¶wie¿e. Aran¿acje "Miss Sleepy" czy "W imieniu dam" po prostu zapieraj± dech w piersiach. Delektujemy siê ponadto folkowo-bluesowym klimatem ("Moogie"), filuternymi dêciakami ("A ty?", "W imieniu dam"), country'owym szaleñstwem ("Teksañski"), Agnieszk± Chyliñsk±. Jest miejsce na dramaturgiê ("Ho"), ale te¿ na ¶wietn± zabawê (cover "Candy" Iggy'ego Popa w genialnym duecie z Budyniem). Czasem robi siê melancholijnie ("Cudzoziemka w raju kobiet"), gdzie indziej czekaj± na nas bardzo rozbrykane d¼wiêki ("[sic!]"). A chwilami mo¿na nawet poczuæ siê jak na dancingu ("Zazdro¶æ").
I mog³abym tak zachwalaæ w nieskoñczono¶æ, wymy¶laj±c coraz to wytworniejsze i bardziej finezyjne epitety. Za recenzjê wystarczy jednak w zasadzie jedno s³owo - "dziêkujê".
P.S. Dla mi³o¶ników przypadków i zbiegów okoliczno¶ci. "MTV Unplugged" trafia do sklepów 19 listopada. Tego samego dnia odbêdzie siê równie¿ ¶wiatowa premiera DVD Nirvany "MTV Unplugged In New York".