Od kilku lat modlę się o powrót mody na muzykę grunge. Tęsknie za długowłosymi facetami we flanelowych koszulach w kratę. Jeszcze bardziej brakuje mi jednak niepokornych gitar i towarzyszącego im emocjonalnego śpiewu.
Niespodziewanie na me ciche błagania odpowiedział zespół Stereophonics, wydając płytę "Pull The Pin".
Co prawda Kelly Jones i koledzy nie wyglądają, jak sobie wymarzyłam, ale aż wstrzymałam oddech, słysząc pierwsze dźwięki "Soldiers Make Good Targets". Grząskie gitary w otwierającym utworze z miejsca przywodzą skojarzenia z Alice In Chains. Nawet pojawia się coś na wzór solówki. Dalej prawie równie pięknie. W pozostałych numerach brzmienie rodem z Seattle choć obecne, przemyka bardziej nieśmiało. Najsilniej grunge'owe inspiracje słychać jeszcze w "My Friends" i "I Could Lose Ya".
Całość jak na Walijczyków jest zaskakująco amerykańska. Dużo tu głośnych, momentami jazgotliwych gitar, dość brudnych, ale i szalenie soczystych ("Pass The Buck"). Szybsze rockowe kawałki wypadają wręcz genialnie. Są drapieżne, rozbrykane i bardzo przebojowe ("Bank Holiday Monday", "Crush"). Ballady stanowią natomiast kontynuację pełnej emocji stylistyki z poprzedniego albumu, "Language, Sex, Violence, Other?". W tej kategorii bryluje nieco ckliwe "Stone" oraz pełne napięcia, z mocno hałaśliwymi wstawkami "Ladyluck". Równie udany co początek dzieła jest jego finał w postaci dramatycznego "Drowning".
Już poprzednim dziełem Sterophonics udowodnili, że bliska ich sercu jest muzyka lat 90. Czerpiąc z patentów sprzed lat, dodając garść emocji, panowie potrafią na szczęście nagrywać wyśmienite piosenki. Grunge'owe piosenki.