Do¶æ karko³omnego i diablo ryzykownego zadania podjêli siê muzycy grupy Stereophonics. Postanowili mianowicie wydaæ album koncertowy, na dodatek podwójny - "Live From Dakota". Operacja powiod³a siê z umiarkowanym sukcesem.
W dobie 40-minutowych kr±¿ków przetrawienie dwóch p³yt wymaga sporej wytrwa³o¶ci od s³uchacza. Ponadto nie oszukujmy siê, choæ Walijczycy ca³kiem przyzwoicie graj± i osobi¶cie darzê ich du¿± sympati±, ¿adne z nich zjawisko muzyczne, a i ich twórczo¶æ nieszczególnie wybitna, a ju¿ na pewno nie na tyle, aby nabra³a niepowtarzalnego wyrazu w wersji "na ¿ywo". Pojawia siê wiêc pytanie, po có¿ nam takie dzie³o na pó³ce?
Niestety, pomimo wielokrotnych przes³uchañ nie uda³o mi siê znale¼æ odpowiedzi. Paradoksem jest, ¿e "Live From Dakota" to zupe³nie dobre wydawnictwo. Porz±dny zestaw z kluczowymi hitami Stereophonics, jak "The Bartender And The Thief ", "Maybe Tomorrow", "Madame Helga" czy "Traffic" (skandalicznie pominiêto niestety "Have A Nice Day"), now± kompozycj± "Jayne", rarytasem "Carrot Cake And Wine" oraz spor± liczb± utworów z ostatniego, zaskakuj±co zachwycaj±cego studyjnego longplaya kapeli - "Language. Sex. Violence. Other?".
Problem w tym, ¿e album live nie wnosi praktycznie nic do ¿ycia spragnionego d¼wiêkowej przygody cz³owieka. Koncertowe interpretacje nie s± ani o wiele lepsze, ani ciekawsze od orygina³ów. Ot, nieco brudniejsze, mniej wypieszczone i z oklaskami w tle. Gdzieniegdzie pojawiaj± siê smaczki (np. solówki), ale raczej trudno zaliczyæ je do rewolucyjnych zmian. Tam gdzie ma byæ energicznie, jest energicznie, a tam gdzie lirycznie, jest... lirycznie. ¯adnych szokuj±cych niespodzianek czy przyprawiaj±cych o zawrót g³owy eksperymentów.
Zagorzali wielbiciele zespo³u z Cwmaman z pewno¶ci± nie poczuj± siê rozczarowani. Kelly Jones piêknie chrypi, gitary szalej± (a kiedy to konieczne, ³kaj± nie¶mia³o i cichutko niczym sp³oszone niewiasty) i ca³o¶æ têtni koncertow± atmosfer±. Mamy wigor, energiê i ca³± resztê. Szkopu³ w tym, ¿e nie wszystkim jest to do szczê¶cia potrzebne.