Trzy lata, które minęły od premiery ostatniej płyty MARILYNA MANSONA pt. 'Holy Wood (In The
Shadow Of The Valley Of Death)', to na tyle spory kawałek czasu, by skompletować odpowiednią ilość
materiału na nowe dzieło. Oczekiwania MANSONA odnośnie komercyjnego sukcesu 'Holy Wood'
zweryfikowała trudna rzeczywistość, w której nawet szum wokół oprawy graficznej płyty i liczne
skandale związane z jego osobą (również te z kraju nad Wisłą) nie były w stanie podwyższyć pozycji
krążka w rankingach sprzedaży. Powiedzmy tak: MANSON dostał porządnego kopa w "cztery
litery" i zabrał się ostro do pracy. MANSON najwyraźniej zdał sobie sprawę z tego, że żaden
skandal nie zapewni mu kolejnych dolców na koncie i pozwolił, by proponowana przez niego muzyka
ostatecznie broniła się sama. Doprawdy dojrzała decyzja, MARILYNIE.
Porażka 'Holy Wood' skutecznie odciągnęła mnie od myśli, że nie należy spodziewać się zbyt wiele
po nowym materiale , ale z uśmiechem na twarzy przyznaję, że 'The Golden Age Of Grotesque' ma
ogromną szansę nieźle zamieszać w tegorocznych zestawieniach. Dlaczego?
Na przykład dlatego, że MANSON posiedział chwilę, pomyślał i podał nam na tacy zestaw
piętnastu premierowych nagrań (nie wliczając 'Tainted Love' z repertuaru SOFT CELL), które
chwytają za gardło już przy pierwszym odsłuchu. Chwyt jest tak mocny i powalający, że
nie sposób się podnieść z maty i możemy ogłosić zwycięzcę przez knock-out! Tym razem 1:0 dla
MASNONA.
"Are you mothrfuckers ready for the new shit?" pyta Antychryst w 'This Is The New S**t'.
Oczywiście, że nie jesteśmy, co w jeszcze większym stopniu potęguję naszą ciekawość przy pierwszej
randce z 'The Golden Age Of Grotesque'. Nie ma sensu się oszukiwać. Wstańmy i przyznajmy, że
"kopary nam opadły z wrażenia".
Już nie jako "Antichrist", "God Of Fuck" czy "Omega", ale jako "Herr Doktor", MANSON bada nasze
umysły i stawia najlepszą w dotychczasowej karierze lekarskiej diagnozę, przepisując kurację
z godzinną dawką psychotropowej 'The Golden Age Of Grotesque'. Tak, moi drodzy – ten
album
uzależnia niczym morfina. I jeżeli nie złapaliście się na singlowy 'mOBSCENE'... nie
przejmujcie się zbytnio. Złapiecie się na każdy inny utwór. Złapie was jej chwytliwe,
przemyślane od początku do końca surowe brzmienie, w którym aż roi się od elektronicznych
cacek. Liczne loopy, automat perkusyjny, czy inne "dziwadła" wydające dźwięk świetnie
współgrają z krzyczącym MANSONEM tworząc trudny do opisania, niepowtarzalny i nieznany mi wcześniej
klimat. Poza komputerami, których MANSON używa "na maksa" i bez żadnych "ale", 'The Golden Age Of
Grotesque' to także ciężkie gitary JOHNA 5 oraz żywa, dudniąca perkusja GINGER FISH. Jakby ktoś
miał problemy z marszem... proszę sobie włączyć chociażby 'mOBSCENE', 'Doll-Dagga Buzz-Buzz Ziggety-
Zag', 'Ka-boom, Ka-boom', wziąć do ręki podręcznik musztry (o ile, w ogóle istnieje coś
takiego), odliczyć "raz, dwa, trzy, cztery" i w drogę... Równym krokiem przez ponad godzinę.
Ciężko powiedzieć, że nie-wiadomo-jaka radość ze śpiewania przemawia przez Herr Doktora na nowej
płycie. Radości w głosie MANSONA niewiele, ale nie da się przejść obojętnie obok pewnego
siebie, zdecydowanego bardziej niż kiedykolwiek, wściekłego showmana. MANSON już zaciera rączki po
tym, jak płyta wskoczyła na pierwsze miejsca wielu notowań na świecie. A co to dla nas oznacza?
Chyba tylko dowód na to, że MANSON wie co robi, idzie po trupach do celu i nie obchodzi go co
powiedzą inni. Zapewne na każdy zły komentarz pod adresem 'The Golden Age Of Grotesque' odpowie:
"Pocałujcie mnie w d**ę! I tak kupicie tę płytę!". Jak dotąd teoria realizuje się bez
przeszkód.
Tracklista:
'Thaeter'
'This Is The New Shit'
'mOBSCENE'
'Doll-Dagga Buz-Buzz Zigety-Zag'
'Use Your Fist And Not Your Mouth'
'The Golden Age Of Grotesque'
'(s)AINT'
'Ka-boom Ka-boom'
'Slutgarden'
'Spade'
'Para-noir'
'The Big Young Things'
'Better Of Two Evils'
'Vodevil'
'Obsequey (The Death Of Art)'
'Tainted Love'
Marilyn Manson
'The Golden Age of Grotesque'
2003 Nothing/Interscope/Universal Music Polska