Does This Look Infected? Takie zapytanie widnieje na okładce nowego, trzeciego albumu kanadyjskiego kwartetu SUM 41. Odpowiedzi jest kilka. Jeśli chodzi o gościa z okładki? Czy ja wiem, czy to wygląda na chore? Na pewno jest porąbane... bo koleś z kapelki wysmarowany jest polewą czekoladową zamiast krwi.
Przypomina mi to durne choć wspaniałe kicz-horrory z Tromy
(wytwórnia najgorszych filmów świata) oraz mniej zabawny serial 'The Twilight Zone' (Strefa Mroku).
Wertując książeczkę dostajemy więcej takich kwiatków, gdyż cały zespół dał się wpędzić w tę konwencję na potrzeby sesji zdjęciowej. Jest to na tyle śmieszne, że nie interesuje mnie jak
wiele jest w tym inwencji własnej i humoru muzyków, a ile wesołkowatości wykalkulowanej przez promotorów wytwórni Island wchodzącej w skład koncernu Universal.
Tyle słów, a jeszcze nic o muzyce... ale to kolejny aspekt tytułowego pytania. Album zawiera 12 kompozycji, ale trwa 31 minut! Kiedy włożycie go do cd-playera to dopiero będzie wyglądało na
chore. Może zawartość muzyczna zrekompensuje stratę. Słuchamy i mamy deja-vu. Która to już taka sama płyta? Ale wiecie co... ja to mam dokładnie... tam!
To co z tego, że znam tę stylistykę od czasów GREEN DAY, czy popularnego obecnie BLINK 182. Kanadyjczycy są nieco ostrzejsi, mniej melodyjni, bardziej zadziorni. Czasem wplatają hard-
coreowe i metalowe wstawki, jednak refreny to miód (w uszach?). Ten zbiorek doskonale nadaje się do szybkiej jazdy samochodem, szczególnie na długich i męczących trasach – taka dawka energii
dostarcza adrenaliny, ożywia i optymistycznie nastraja na dalszą drogę, jeśli oczywiście jesteście w stanie strawić punk-pop, który jest tak samo artystycznie denny jak tradycyjny, ale za
to mniej cukierkowy...
Eeee co to? Ktoś oblał mnie czekoladową polewą? Ale słodko!