szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

16 GrudniaNasze relacje

16 GrudniaNajnowsze wiadomości

16 Grudnia Najnowsze plotki

Gary Numan na jedynym koncercie w Polsce

  A A A
 
Dobrodziejstwo i przekleństwo nowych technologii - (Zbigniew Zegler, Jedynka - Polskie Radio, 2014-02-20)

Co za paradoks! Gary Numan czerpie ze swoich naśladowców. Trent Reznor wskazuje Numana jako jednego z najważniejszych swoich mistrzów, a ten w nowym materiale inspiruje się Nine Inch Nails! Za to w starym zawartość Numana w Numanie się zgadza.

Często w ostatnich latach media i zwykli ludzie nadużywają pojęć „kultowy”, „legendarny”, czy „wybitny”. W przypadku Gary’ego Numana wszystkie one są na miejscu. Nabrały szczególnej mocy w dniu jego pierwszego koncertu w Polsce.

Trzydzieści pięć lat musieliśmy czekać, żeby wreszcie usłyszeć „Cars” i „Metal” na żywo. Warto było. Choć emocje i radość z obcowania z legendą byłyby większe, gdyby Gary bardziej wybiórczo korzystał z nowych technologii. Można zrozumieć, że jako prekursor stosowania w muzyce zaawansowanej elektroniki ma do tego prawo, ale „śpiewanie” z playbacku w nowym „I Am Dust” i kilku innych utworach to jednak lekkie nadużycie. Nawet jeśli zastosowane w dobrej wierze, z troski o jak najwyższą jakość partii wokalnych. Na szczęście sztandarowe „Down In the Park”, „Cars”, czy „Are 'Friends' Electric?” usłyszeliśmy rzeczywiście – od początku do końca – wykonane na żywo.

Co więcej, klasyczne pozycje z dorobku Numana zostały pod każdym względem dopieszczone. Oprawą świetlną z wykorzystaniem całego arsenału i amunicji, ze stroboskopami i LED-owymi „szperaczami” na czele, teatralną choreografią Gary’ego i jego gitarzysty (który w „Down In The Park” chyba nawet przesadził, bo po odstawieniu instrumentu pląsał jak bywalec Baru pod błękitną Ostrygą), oraz doskonałą jakością dźwięku. Może dzięki temu pietyzmowi akustyka łatwo wybaczyć nadgorliwość i playbacki.

W „Cars” Numan zaśpiewał a nawet zagrał. Musiał wspiąć się na podest, na którym ustawione były „zapasowe” klawisze (jedne z dwóch nie używanych przez większość czasu, tak jak wściubione przed pełny zestaw po prawej stronie sceny kontrolery i samplery, na których raz – w „Pure” – zagrał perkusista); acz „wspiąć się” nie oddaje sprawności, z jaką to zrobił. I wcale nie jak na pięćdziesięciopięciolatka, tylko po prostu bardzo żwawo poruszał się po scenie – jak na każdy wiek. Tę energię pożytkował Gary głównie we wspomnianych układach choreograficznych, ale też zdarzało mu się grać na gitarze.

Dla równowagi aktywność fizyczną Numan kontrował wstrzemięźliwością oratoryjną. Właściwie poza pojedynczymi podziękowaniami nie próbował powiedzieć niczego więcej. Raz czy dwa wspomniał o tym, jak mu jest przyjemnie, że tak żywo reagujemy na jego muzykę. Po czym natychmiast wycofywał się w mroczną część wgłębi sceny i wracał na front dopiero kiedy musiał zbliżyć się do mikrofonu i zaśpiewać.

Jednak kiedy już śpiewał i miotał się w epileptycznym tańcu to dawał z siebie naprawdę wszystko. Jak na introwertycznego zimnofalowca przystało, całą złą energię wyrzucał z siebie załamującym się głosem, ledwie przebijającym się przez masyw mechanicznych dźwięków. Mechanicznych, bo nawet zwyczajne riffy gitar i uderzenia perkusji poddawane były zabiegom zniekształcającym je, przez co przystawały lepiej do nowo obranej ostatnio drogi stylistycznej Numana. Przesterowany bas też sprawiał, że starsze piosenki stawały się brzmieniowo bliższe kompozycjom, które dzieli jakieś trzydzieści lat historii muzyki rozrywkowej i korzystania z dobrodziejstw (i przekleństw) nowych technologii.

Na szczęście wszystko jest dla ludzi, o czym Gary Numan pamiętał do samego końca występu. Bis zabrzmiał dość szybko po rozbudowanej wersji „A Prayer for the Unborn” i chyba najbardziej organicznie. Co nie powinno dziwić, skoro rozpoczął się od „I Die: You Die” z albumu „Telekon” sprzed trzydziestu czterech lat. Po kolejnym klasyku, „Are 'Friends' Electric?” na finał rozbrzmiała nowa propozycja, wieńcząca też promowany właśnie album „Splinter (Songs from a Broken Mind)” – „My Last Day”. Pomogła wyciszyć się przed opuszczeniem sali Palladium, z wolna pustoszejącej, ale przez większą część występu zapełnioną w jakichś trzech czwartych. To dobrze, że pamięć o weteranach wciąż jest żywa. I – przede wszystkim – że weteran nic sobie nie robi ze swojego wieku.

Miejmy nadzieję, że to był pierwszy z wielu koncertów, jakie jeszcze zagra w naszym kraju Gary Numan.

Zbigniew Zegler, Jedynka - Polskie Radio
oceń
18
1
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!