szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

16 GrudniaNasze relacje

16 GrudniaNajnowsze wiadomości

16 Grudnia Najnowsze plotki

Kari w Basenie

  A A A
 
Wożenie drewna do lasu jednak ma sens - (Zbigniew Zegler, Jedynka - Polskie Radio, 2014-02-06)

Okazuje się, że jednak wożenie drewna do lasu ma przyszłość. Muzyka tak brytyjska jak fish and chips w wykonaniu Polki z angielskimi muzykami na przystawkę ma sens. Poważnie. A kompozycje z „Wounds and Bruises” na żywo przekonują bardziej niż z płyty.

Kari rozwija się w dobrym kierunku. Porównanie premierowych kompozycji z tymi z „Daddy Says I'm Special” wypada na korzyść nowych. „I’m Your Echo” zagrane na początku i na bis nie nuży a prowokuje do posłuchania po powrocie do domu jeszcze raz, z płyty. Aż chciałoby się tak po polsku do czegoś przyczepić i ponarzekać, ale naprawdę nie ma do czego.

Imponująca była też oprawa występu, przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. Wielki ekran wgłębi sceny wykorzystywany tylko wtedy, kiedy czarno-białe obrazy piórek, kamyków, deszczu i innych zjawisk bardziej tonujących emocje niż stymulujących do jakiejś nadaktywności, były rzeczywiście uzasadnione. Światła z czterema czy pięcioma bateriami, rożnie formowanych, „cieknących” wzorów, z mniej nowatorskimi, ale dobrze wykorzystywanymi promieniami i kolorowymi reflektorami nie rozpraszały, ani nie odciągały uwagi od Kari i muzyki.

Do tego frekwencja na granicy wyporności klubu, nagroda za Singiel Roku („Hurry Up”) i Najlepszy Album („Wounds and Bruises”) od serwisu internetowego, którego nazwą nie epatował jakoś specjalnie jego przedstawiciel. Także przyjęcie wyważone między szacunkiem okazywanym przez aplauz, a skupieniem dającym artystom poczucie wspólnoty z publicznością. I co najważniejsze – Kari rozgrzewająca glos z utworu na utwór, dobrze dobrany repertuar z uzasadnioną przewagą kompozycji z drugiej, promowanej właśnie płyty oraz bardziej stanowcze, zdecydowane granie zespołu (głównie perkusisty, Johna Pullana) sprawiły, że środowy wieczór w klubie Basen większość z przybyłych będzie wspominać bardzo dobrze.

Choć Kari zastrzegła na wstępie: „(…) Nie będę dużo mówiła.” to rozłożyła narrację na tyle umiejętnie, że zdążyła i przedstawić swoich muzyków przywiezionych z Bradford (bracia John i Chris Headley, odpowiednio za pulpitem z elektroniką i z gitarą, Callum Harvie na basie i klawiszach plus wspomniany „fizyczny”) oprócz pojawiającego się okazjonalnie tajemniczego wiolonczelisty, i przed „Fireproof” opowiedzieć o żalu i nieprzebaczaniu. A nawet, na zakończenie głównej części koncertu, przed „Eyes Like Fire”, wyznać: „Mnie magia nie interesuje. Mnie interesuje Bóg.”, co miało też ustrzec takich pisarczyków, jak niżej podpisany Wasz oddany sprawozdawca, przed nadużywaniem określenia „magiczny” w odniesieniu do występu Kari.

Poza śpiewaniem, tańcem (z uniesionymi rękami najatrakcyjniejszym) i graniem na keyboardzie Kari wynegocjowała też od tłumu fanów i ciekawskich oklaski dla technicznego, Daniela, który sprawnie doprowadził do używalności statyw do mikrofonu zdemolowany przez wokalistkę. A i samą publiczność potrafiła docenić ciepłym słowem.

Atrakcyjny występ dobrze poukładanego składu, zarządzanego przez zdolną artystkę z klarowną wizją swojej twórczości. Niby to wszystko takie oczywiste i nieskomplikowane. A jaką daje satysfakcję jak w każdym aspekcie zrealizowane jest w stu procentach. Na początku Kari życzyła nam „udanej podróży” podczas tego koncertu, a sama też powinna usłyszeć „Bon voyage!”, bo droga przed nią długa i szeroka.

Zbigniew Zegler, Jedynka - Polskie Radio
oceń
32
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!