szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

19 GrudniaNasze relacje

19 GrudniaNajnowsze wiadomości

19 Grudnia Najnowsze plotki

Koncert Queen na Stadionie Miejskim we Wrocławiu

  A A A
 
Queen na Rock in Wrocław! - (Piotr Bąkiewicz, 2012-07-08)

Czterdzieści jeden lat oczekiwań i oto są, legendarny zespół Queen zawitał w końcu do Polski! Niby wszystko pięknie, wiekopomna chwila, ale w powietrzu wisi ciężkie i niewygodne pytanie – czy to jeszcze faktycznie jest „ten” Queen?

Cóż, oczywiście, że nie. Po śmierci Freddiego Mercury'ego pewien rozdział w działalności zespołu został zamknięty i w żaden sposób już się do niego nie wróci. Nie ma sensu udawać że jest inaczej, ale też nie ma sensu drzeć z tego powodu szat, bo nic to nie zmieni. Brian May i Roger Taylor doskonale zdają sobie z tego sprawę, nie znaczy to jednak, że nie mogą dalej nieść sztandaru z napisem Queen. Nie wszyscy w końcu mieli tyle szczęścia, żeby zobaczyć legendę w najlepszym składzie, z żyjącym jeszcze Freddiem, czy nawet już potem, jako Queen+ z Paul Rodgersem na wokalu. Jasne, kto nastawił się, że to będzie drugie Wembley pewnie srodze się rozczarował, ale nie czarujmy się - miażdżąca część zgromadzonych na wrocławskim Stadionie Miejskim fanów po prostu chciała po raz pierwszy zobaczyć (i usłyszeć) chociaż część legendy.

Zaczęło się ok 20 minut po 21. Zza zasłaniającej scenę czarnej kurtyny z charakterystycznym logo grupy dobiegły nas dźwięki Flash z offu, a gdy ta upadała, z kłębów dymu i oślepiającego światła wyłoniły się sylwetki muzyków. Teraz już na żywo zakończyli utwór i błyskawicznie przeszli do Seven Seas of Rhye. Lambert ubrany w skórzaną ramoneskę z nabitymi ćwiekami epoletami, May w czymś rodzaju poncza i Taylor ubrany w całości na biało, za wyjątkiem czarnego krawata. Oczywiście na scenie pojawili się też pozostali muzycy, ale poza Rufusem, synem Taylora, grającym na instrumentach perkusyjnych, reszta była dość mocno schowana z tyłu. Następnie Keep Yoursefl Alive płynnie przechodzące w szybką wersję We Will Rock You (który to już w całości wróci na bisy). Protem Under Pressure, gdzie Rufus zasiadł za perkusją, a Taylor złapał za mikrofon, by śpiewać partie oryginalnie wykonane przez Davida Bowiego. Roger miał zresztą jeszcze okazję do pośpiewania w A Kind of Magic i These Are the Days of Our Lives (oba zresztą jego autorstwa). Przy okazji tego ostatniego, na telebimach w tle, oraz po bokach sceny pojawiły się archiwalne nagrania okresu News of the World Tour. Publiczność przywitała to burzą oklasków, zwłaszcza gdy na ekranie pokazano Freddiego, w charakterystycznym, biało czarnym kostiumie. Takie smaczki dostaliśmy też przy okazji Love of My Life oraz Show Must Go On tyle, że w tych przypadkach Freddie nie tylko był pokazany (materiał pochodził z Live at Wembley), ale też... śpiewał. Bardzo szczególny i wzruszający akcent, gorąco przywitany przez publiczność. Jeśli już mowa o technikaliach, to uczciwie przyznać trzeba, że koncert nie miał zapierającej dech oprawy. Uwagę zwracała głównie bateria świateł podwieszonych nad muzykami, która to dodatkowo zmieniała swój kształt i położenie na poszczególnych utworach (np. kołysząc się w przy Crazy Little Thing Called Love, czy też układając się w nasze, biało czerwone barwy przed bisami). Poza tym scena posiadała jeszcze wysuniętą do przodu platformę, z której chętnie korzystali muzycy. May w całości zagrał na niej Love Of My Live i '39, tu już z towarzyszącym mu Taylorem, który akompaniował na bębnie i z tamburynem w ręku. W pamięci zapadła mi jeszcze wielka dyskotekowa kula, która zjechała na scenę przy Who Wants To Live Forever.

Nie zabrakło natomiast popisów samych muzyków. Pod koniec Dragon Attack (na którym Lambert ubrany był w czerwoną ramoneskę z doszytym futrem) Neil Fairclough zagrałam całkiem sympatyczne solo na basie (głównie slapem), zaraz po nim pałeczkę przejął Taylor i razem z synem zagrali solówkę na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Na sam koniec oczywiście znokautował wszystkich May grając baardzo długie solo wsparte chorusem, delayem, sprzężeniami i czym tam się jeszcze dało. Kiedy skończył spoty skierowano na klawiszowca i zaczął się wstęp do I Want to Break Free, w trakcie którego Lambert kokietował publiczność wspólnym odśpiewaniem różnej maści jee ee ee eje. Nie przypominały one słynnych już chyba popisówek Freddiego, ale raczej nie o to chodziło.

Następnie otrzymaliśmy Another One Bites the Dust, Radio Ga Ga (ze scenami z Metropolis na telebimach) i Somebody to Love, by po wspomnianym wcześniej Crazy Little Thing Called Love zmiażdżyć nas The Show Must Go On i Bohemian Rhapsody (z obowiązkowo wplecionymi elementami z klipu).

Podczas bisów uraczono nas Tie Your Mother Down z Mayem na wokalu i Rufusem za bębnami, normalną już wersją We Will Rock You i obowiązkowym We Are the Champions odśpiewanym przez te 30 tysięcy zgromadzonych gardeł.

I tu nastąpił koniec. Ponad dwie godziny grania, praktycznie same hiciory i naprawdę rozentuzjazmowana publiczność. A jak wypadł Adam Labert? Zaskakująco dobrze. Nie można odmówić mu umiejętności wokalnych i świetnej skali, co podczas koncertu kilka razy prezentował. W dodatku nie silił się na naśladowanie legendy, ani też nie przeszkadzał własnymi interpretacjami wokalu (może poza Show Must Go On, gdzie niepotrzebnie „dramatyzował” swój głos). W dodatku wiedział gdzie jest jego miejsce, nie wychodził przed szereg, czego nie można było powiedzieć o Rodgersie. Spodobały mi się też jego przebieranki, bo w pewien sposób nawiązywały do dziwacznych kostiumów Mercury'ego z początku Queen.

Na koniec dodam jeszcze, że Queen wystąpił w ramach imprezy Rock in Wrocław, na której wystąpiły też rodzime Power of Trinity, Ira, oraz amerykańska formacja Mona.

ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU

Piotr Bąkiewicz
oceń
10
1
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +11 [15]
~miki [2012-07-09 12:53]

koncert był super !!!!!!!! Lambert ze swoim kilkuoktawowym anielskim głosem jest zjawiskiem !!!!!!!!!! dla mnie to w tej chwili jeden z najlepszych wokalistów na świecie .... i dla fanów Queen również - stałam obok jakiegoś fan clubu Queen - byli zachwyceni Lambertem- jego głosem, interpretacją i tym, że nie naśladuje Freddiego tylko jest sobą

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +1 [1]
~doa [2012-08-09 12:13]

Bardzo dobry komentarz, ja bym tylko jeszcze dodała, że ten koncert to była już nowa jakość Queen. I bardzo mi się to spodobało. Bo gdyby panowie po szśćdziesiątce tylko odtwarzali to, co tworzyli 30 - 20 lat temu, to było by żałośnie. A Oni poszli dalej, widać rozwój, widać nowe rozwiązania, wykorzystanie nowinek technicznych. To wszystko robiło wrażenie. Nigdy nie byłam na takim koncercie i nigdy go nie zapomnę. Dziękuję

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~broneq [2012-07-21 21:07]

Dla mnie to magia, zawsze będzie to najlepsze muzyczne wydarzenie jakiego byłem świadkiem w moim życiu!

odpowiedz

Ocena: +2 [6]
Casson [2012-07-09 21:38]

Queen to historia i niech tak pozostanie !

odpowiedz

Ocena: -7 [23]
~John [2012-07-09 19:31]

Byłem na koncercie i kiedy tylko Lambert zszedł było zajebiście. Gdy powrócił wszystko poszło w dół. STL, TSMGON tragicznie, tragicznie! Na początku było znośnie... ale to tylko znośnie. Mam nadzieję, że niedługo Brain i Roger kopną w tyłek AL i zaczną współpracę z jakimś lepszym wokalistą (marzenie - George Michael ) .

odpowiedz

Ocena: -2 [18]
~gburia-furia [2012-07-09 18:32]

to nie Queen tylko jakiś zespół z dwoma członkami byłego Queen w składzie

odpowiedz

Ocena: +5 [11]
~Urszula [2012-07-09 18:22]

Byłam i jestem zachwycona koncertem. Czekałam na niego ponad dwadzieścia lat, gdy jako nastolatka pokochałam Queen. Wielkie brawa dla Adama Lamberta za wykonanie i za to, że był sobą, a nie starał się zastąpić Freddiego. Miałam mieszane uczucia, gdyż przed występem czytałam same niepochlebne opinie na temat Lamberta na polskim forum Queen, bałam się, że naprawdę będzie źle. Było wspaniale! Lambert ma niesamowity głos i na pewno wyróżnia się z tłumu. Nie przypadkowo znalazł się na scenie wraz z zespołem. Dziękuję Queen za niezapomniane chwile z ich muzyką. Dziękuję Lambertowi za świetne wykonanie i... dziękuję polskiej publiczności, bo ludzie... My też byliśmy wspaniali!!

odpowiedz

Ocena: +6 [8]
~cerber [2012-07-09 17:11]

I ja tam byłem. Kto nie był niech żałuje. Misterium dzwięku i świateł. I ta atmosfera. Moja Pani sie popłakała na Love Of My Live.

odpowiedz

Ocena: +10 [10]
z-w-ch [2012-07-09 16:42]

Recenzja rzetelna - tak było. Lambert zwierzę sceniczne, dał niezły występ:) Dlaczego IRA tak krótko? Kto zna zespół MONA? Z całym szacunkiem dla "monowych" muzyków...

odpowiedz

Ocena: +15 [15]
~yah [2012-07-09 15:07]

Bardzo dobra i rzeczowa recenzja. Na koncercie byłem i uważam że był to świetnie spędzony wieczór. Śmieszą mnie komentarze odnośnie Adama Lamberta - odnośnie jego orientacji seksualnej, jego image itd. gdy Freddie był pod tym względem nawet bardziej "zwariowany" od niego. Ja tam się dobrze bawiłem. Kto nie był - jego strata.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +10 [10]
~jarik [2012-07-09 15:37]

lubiłem i chyba zawsze będę lubił piosenki Queen, choć jestem fanem cięższego brzmienia. Byłem na koncercie i świetnie się bawiłem. Przy Love of My Life miałem gęsią skórkę i łzy w oczach bo przypomniała mi się pewna historia sprzed wielu lat... A gdy na koniec kilkadziesiąt tysięcy ludzi śpiewało We Are The Champions to czułem, że tak naprawdę powinniśmy śpiewać You Are The Champions kolegom Freddiego, Rogera i Briana. Było warto!

odpowiedz

Ocena: +11 [11]
~Fanka [2012-07-09 14:01]

Koncert był wspaniały, dziękujęęęęęę :))))))

odpowiedz

Ocena: -14 [22]
pi5makart [2012-07-09 12:32]

"W dodatku wiedział gdzie jest jego miejsce, nie wychodził przed szereg, czego nie można było powiedzieć o Rodgersie." <--- w jaki niby sposób Paul Rodgers wychodził przed szereg? Pragnę zaznaczyć, że Rodgers zaprezentował się nieporównywalnie lepiej (wiem, bo widziałem Q+PR na żywo; autor artykułu zapewne nie). W dodatku Rodgersa fani zaakceptowali....kukły z idola już nie;]

odpowiedz

Ocena: +4 [14]
~a [2012-07-09 12:19]

LAMBERT JEST GENIALNYM WOKALISTĄ ! ma niesamowite mozliwości wokalne, charyzmę, fascynującą osobowość, jest bardzo twórczy, May podkreślał w wielu wywiadach jak ogromnie cieszą się ze współpracy z Adamem, bo jest taletem jeden na sto milonów - marzę o tym, żeby Lambert przyjechał do Polski ze swoim repertuarem

odpowiedz

Ocena: -6 [14]
~AAA [2012-07-09 11:21]

Nie można zarzucić Adamowi, że nie ma świetnego warsztatu wokalnego, ale niestety to nie wystarczy, aby. Na dzień dzisiejszy, zdecydowanie lepiej posłuchać popisów Queen Extravaganza, w której występuje Marc Martel, który śpiewa z "pierwiastkiem" Freediego.

odpowiedz

Ocena: +5 [5]
~ania [2012-07-09 10:45]

świetna recenzja. Myślę że rzeczywiście tak było, tekst jest bardzo szczery. Szkoda, że mnie tam nie było.

odpowiedz

Ocena: +20 [20]
anastazja60 [2012-07-09 10:23]

Koncert RE-WE-LA-CYJ-NY !!!! Oczywiście Adam Lambert to nie Freddie, ale zaśpiewał bardzo dobrze. Nie próbował naśladować, ani też nie narzucał swoich (zbyt nowych) interpretacji. A recenzja jest super.

odpowiedz

Ocena: +9 [9]
~Ektrom [2012-07-09 10:13]

Recenzja faktycznie nieźle napisana, brawa dla autora. Krótko, rzeczowo i z masą informacji. Bez niepotrzebnego lania wody. Takie teksty aż chce się czytać...

odpowiedz

Ocena: +18 [18]
~balbi [2012-07-09 10:11]

no nareszcie napisane uczciwie i rzetelnie, bylam tam świetnie się bawilam caly stadion szalal Lambert bardzo dobry wokal,nikt z prawdziwych fanów Queen nie oczekiwał że Lambert zastąpi Freddiego bo nie miał ,ale dał nam świetny popis swoich umiejętności koncert super super wielkie dzięki zespołowi i organizatorom

odpowiedz

Ocena: +17 [17]
~seeyouthere [2012-07-09 09:34]

Jak widać da sie napisać rzetelnie i z klasą a nie ganić Lamberta za to, że ubrał czerwone futro bo i takie recenzje sie pojawiają... Facet ma charyzme i głos i tego mu odmówić nie można. To nie jest nowy Freddie umówmy się, ale chyba nikt o normalnych zmysłach tego nie oczekiwał... Na bilecie widniało QUEEN + ADAM LAMBERT Było pięknie...tyle w temacie.

odpowiedz