szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

16 CzerwcaNasze relacje

16 CzerwcaNajnowsze wiadomości

16 Czerwca Najnowsze plotki

Edyta Bartosiewicz na 30-lecie Listy Przebojów Trójki

  A A A
 
Ewenement jubileuszowy - (Zbigniew Zegler, Jedynka Polskie Radio, 2012-04-21)

Od dłuższego czasu o Edycie Bartosiewicz należy mówić jak o ewenemencie na skalę światową. Nieprzeciętnie uzdolniona, świetnie wygląda, pięknie i oryginalnie gra i śpiewa. Widać, że kocha to robić, kiedy już wychodzi na scenę, ale… od 13 lat prawie nie koncertuje i nie nagrywa płyt. Wyjątek zrobiła na jubileusz Listy Przebojów Trójki.

Po pamiętnym, zapowiadanym jako wielki come back, jednorazowym występie na Orange Warsaw Festival w 2010 roku i charytatywnym recitalu w Łodzi rok później, Edyta Bartosiewicz znów zamilkła i znikła z mediów. Zapowiedzi jej nowej płyty nikt wprawdzie nie zdementował, ale od listopada 1999 roku, od premiery „Wodospadów Łez”, więcej jest plotek i spekulacji, niż nowego materiału i konkretnych dat. Tym bardziej cieszy, że Markowi Niedźwieckiemu i Piotrowi Baronowi, prowadzącym w radiowej Trójce co piątek listę przebojów, udało się właśnie Bartosiewicz pozyskać na koncert uświetniający 30-lecie istnienia programu.

ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU EDYTY BARTOSIEWICZ W TRÓJCE

Odświętny charakter tego wieczoru czuć było już od wejścia do budynku przy ul. Myśliwieckiej 3/ 5/ 7. Białe obrusy na gęsto ustawionych stolikach, wielu dziennikarzy i artystów, mniej lub bardziej związanych z gwiazdą wieczoru. Wszyscy przejęci i w napięciu oczekujący w Studiu im. Agnieszki Osieckiej na zakończenie trójkowych wiadomości o 19:00, które rozbrzmiewały z głośników, ale wątpię, żeby do kogokolwiek docierały. Zespół, złożony głównie z wieloletnich współpracowników Edyty Bartosiewicz, skromnie czekał z publicznością. Najpierw na wystąpienie Marka Niedźwieckiego i towarzyszącego mu Piotra Barona, następnie – już tylko krótką chwilę – na samą wokalistkę.

I wreszcie stało się! Weszła, wśród burzy braw, w wysokich butach i luźnej tunice, z grzywką opadającą na prawą część twarzy, jak sama później przyznała, lekko stremowana. Zanim usłyszeliśmy pierwsze takty „Zegara”, Edyta wspomniała swój pierwszy koncert w tej sali. W 1991 roku była w siódmym miesiącu ciąży, zapamiętała, że występowała w ludycznej chuście i z jazzowym składem, m.in. z Andrzejem Jagodzińskim. Tym razem towarzyszyli artystce, przedstawieni przez nią pod koniec występu: Romuald Kunikowski na instrumentach klawiszowych, basista Michał Grott, grający na gitarze od wielu lat w zespole Edyty Maciej Gładysz i perkusista Radek Owczarz. Publiczność zgromadzona w studiu i słuchacze, dla których koncert był transmitowany na antenie Trójki, usłyszeli większość utworów przearanżowanych, w trochę wolniejszych, jeszcze bardziej lirycznych wersjach, niż pierwotnie. Niezmiennie Edyta Bartosiewicz śpiewa obezwładniająco uczuciowo i perfekcyjnie technicznie. Z pojedynczymi wyjątkami akompaniuje sobie na pudłówce albo na pięknym Gibsonie Les Paul. W „Miłości jak ogień” przypomniała, czym kilkanaście lat temu zachwycała setki tysięcy tych, którzy kupowali jej płyty – w słowach „(…)Kochanie ostrożnie/ Nie podchodź tak blisko płomieni/ Jeśli nie chcesz w popiół się zmienić(…)” w pełni zabrzmiała ta chrypka…

Przed „Urodzinami”, które Edyta zaśpiewała bez instrumentu, ale z życzeniami dla szanownej jubilatki, znowu pojawiły się wspomnienia. Jednak najbardziej intymnie, choć niezmiennie enigmatycznie dla niewtajemniczonych, było przed „Tatuażem”. Bartosiewicz opowiedziała o tym, co działo się z nią przez tak długi czas. Najcenniejsze z tego emocjonalnego wyznania dla nas – fanów jej licznych talentów – jest, że artystka może mówić o tym w czasie przeszłym. A słowa „Byłam w długiej podróży, bez której nie mogłabym śpiewać” potwierdza jej znakomita forma wokalna przez cały ten koncert. Zresztą równie dobrze jest z Bartosiewicz – instrumentalistką, co usłyszeliśmy w „Jenny” z rasowym sprzęganiem gitary, które Edyta wzbudziła niemal klęcząc przed wzmacniaczem. A nie gorzej i z Bartosiewicz – kompozytorką, o czym przekonuje zagrana na koniec „Madame Bijou”. Przed tą kompozycją, chwilę po emocjonalnym jak zawsze wykonaniu „Snu”, mieliśmy pokaz niemal stand-upowej autoironii Edyty, która wspomniała, że to „(…) najnowsza piosenka, z płyty, która niedługo wyjdzie.” I od razu zaczęła się sama przedrzeźniać „Acha… Wyjdzie. Akurat!”, czym rozbawiła część publiczności. Ale zakończyła poważnie – „Słyszycie, jak śpiewam. No będzie ta płyta.”

Poza największymi przebojami usłyszeliśmy dwie kompozycje z płyty „Love”, a Edyta przypomniała też mimochodem, że pierwszy utwór z jej udziałem, który znalazł się na Liście Przebojów Programu Trzeciego to „Jedwab” Róż Europy, w którym śpiewała chórki. Pośród pozdrawianych ze sceny Marka Niedźwieckiego (dla którego specjalnie zabrzmiała na bis „Goodbye to the Roman Candle”), managera Jarosława "Carramby" Drąga, słuchaczy Trójki i muzyków, z którymi występowała, znaleźli się też rodzice wokalistki.

Nie było „Szału”, nie usłyszeliśmy też innych nowych piosenek („Upaść, aby wstać” i „Witaj w moim świecie”), ale „Zegar”, „Niewinność”, „Miłość jak ogień”, „Urodziny”, „Tatuaż”, „Jenny”, „Ostatni”, „Blues for You”, „Opowieść”, „Sen”, oraz „Goodbye to the Roman Candless” i „Madame Bijou” wystarczyły, żeby o tym występie jeszcze długo pamiętać. Bez względu na to, czy Edyta Bartosiewicz pobije rekord Axla Rose i na jej nowy album będziemy czekali dłużej, niż na „Chinese Democracy”, pokazała, że warto czekać. Nawet mimo tego, że – jak to ujęła z rozbrajającą bezpretensjonalnością – „Kilka razy coś tam teges...”. Na co w ogóle nie ma sensu zwracać uwagi, bo zapomnieć fragmentu tekstu może każdy, a zaśpiewać jak Bartosiewicz, tylko ona sama.


Zbigniew Zegler, Jedynka Polskie Radio
oceń
25
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +2 [2]
~piotrrrrr [2012-04-24 18:31]

Edyta Bartosiewicz pokazała klasę! Koncert rewelacyjny. Byłem. Widziałem. Słyszałem i ... znów się w Niej zakochałem !!!

odpowiedz

Ocena: -22 [30]
~Miła [2012-04-22 10:46]

Z CAŁYM SZACUNKIEM DLA PANI EDYTY,ALE JEJ CZAS JUZ MINĄŁ.JEJ POWRÓT TO PORAŻKA A NIEKTÓRE MEDIA ZA WSZELKĄ CENĘ CHCĄ JĄ WLANSOWAC.OBECNIE RYNEK MA TYLE ZDOLNYCH LUDZI,ŻE GDYBY PANI ZACZYNAŁA DZIŚ NIE MIAŁABY SZANS Z TAKĄ MUZYKĄ JAKĄ UPRAWIA.

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: +2 [4]
~monty [2012-04-22 13:59]

Szacunek dla starej dobrej Trójki.I dla Piotra Kaczkowskiego.dla Powtórki z rozrywki,za wieczorno-nocne godziny...To se ne vrati.To radio pewnego pokolenia ..

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~Weroniczka5 [2012-04-22 20:09]

Fajny artykuł, ale gwoli ścisłości manager Edyty to Jarosław "Carramba" Drąg.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Weroniczka5 [2012-04-22 20:07]

Fajny artykuł, ale tak gwoli ścisłości manager Edyty to Jarosław "Carramba" Drąg.

odpowiedz