szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

28 CzerwcaNasze relacje

28 CzerwcaNajnowsze wiadomości

28 Czerwca Najnowsze plotki

Ania Rusowicz w Studiu Agnieszki Osieckiej

  A A A
 
Big-bit to styl życia - (Zbigniew Zegler, 2012-02-20)

Ania Rusowicz triumfuje. Po kilku mniej udanych próbach, dziś jest na najlepszej drodze by, jak jej mama – Ada – przed laty, stać się wielką gwiazdą. Ma znakomity głos, wygląda olśniewająco, rusza się rewelacyjnie i tak samo dobrze „łapie kontakt” z publicznością.



ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU


Towarzyszy jej też doskonały zespół. Z mężem – perkusistą znanym m.in. z zespołu Wilki (a niegdyś nawet z hardcore’owej Schizmy) – Hubertem Gasiulem, klawiszowcem Michałem Sękiem i równie uzdolnionym gitarzystą – Robertem Cichym, tworzą istny dream team. Skład uzupełnia basista Michał Burzymowski, wokalistka Iza Ziółek i pojawiający się gościnnie z trąbką tajemniczy Miłosz.

Wyjątkowy koncert, rejestrowany nie tylko przez radiową Trójkę, ale także za pomocą kilku kamer na potrzeby powstającego DVD, odbył się w audiofilskich warunkach, w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. Zaczął się od budującej napięcie improwizacji, poprzedzającej wejście głównej bohaterki i właściwą część utworu „Stróże świateł”. Fascynujący i mocno psychodeliczny, dzięki grze smykiem na gitarze, przesterowanemu basowi, „gęstej” perkusji i odrealnionym wokalizom Ani, wciąga jeszcze bardziej, niż w wersji płytowej. Prawie nic nie odwraca uwagi od muzyków – za całą scenografię służą wielobarwne boa na statywie mikrofonu. Ania w dopasowanych spodniach w kolorowe pasy i jeszcze bardziej podkreślającej idealną figurę białej bluzce wkręca się na wysokie obroty. Tańczy, wykonując płynne ruchy rękami i całym ciałem, jak niegdyś dzieci kwiaty – roześmiana i zarażająca swoją radością. Po „Czekałam na ciebie tysiąc lat” (z wplecionym okolicznościowym wersem „czekałam n a w a s tysiąc lat”) dłużej przemawia do fanów, zgromadzonych w sali i słuchaczy przed radioodbiornikami. Cieszy się, że „może podążać śladem swojej mamy” i kończy, brzmiącymi szczerze słowami: „Dziś marzenia się spełniają!”. W „Ja i ty” basista gra na stylowym Höfnerze, a Michał „Mija” Sęk (który godnie zastąpił Kubę Galińskiego) czaruje na oryginalnych organach Hammonda.

Później jeszcze niejednokrotnie Ania serdecznie zagadywała do publiczności, a instrumentaliści swoją grą przenosili nas w inny wymiar. Wokalistka przekonująco opowiedziała o bigbicie i zainicjowała brawa dla pana Franciszka Walickiego, dzięki któremu zaistniał m.in. zespół jej rodziców, Niebiesko – Czarni. „Duży błąd” zmyślnie połączony z turbo wersją „Hej dziewczyno, hej” sprawił, że część osób zaczęła wybijać rytm dłońmi i bujać się coraz śmielej, choć wciąż jeszcze siedząc. Jak na razie największy przebój Ani, „Ślepa miłość” sprowokował kolejne sektory do klaskania, a wspomnienie, że występ jest rejestrowany dla potrzeb DVD – resztę publiczności do żywszych reakcji. Śpiewane przez Anię z tamburynem „Przyjdź”, podkreślone manifestem „Big-bit to styl życia!” poprzedziło brawurowe wykonanie „Musisz się zakochać”, podczas którego Ania wężowymi ruchami przemierzyła całą scenę. Po czym czmychnęła do garderoby, dając "chłopcom", jak na początku, kilka chwil na pokazanie swoich nieprzeciętnych umiejętności.

W „Babskim Gad-Aniu” zamiast duetu z Anią Dąbrowską Ania Rusowicz zaskoczyła nową kreacją. Wróciła na scenę w seksownej tunice i króciutkiej sukience, tym razem w gustownej czerni. Śpiewanie „papapa pa ra ra ra” z fanami wyszło tak sobie, ale nasza gwiazda się tym nie zraziła. Energia rozpierała ją do końca koncertu i jeszcze kilka razy zbiegała ze sceny, uściskać dłonie szczęśliwców ze skrajnych rzędów, czy pośpiewać z najśmielszymi. Poza repertuarem znanym z płyty „Mój Big-Bit” usłyszeliśmy jeszcze zapowiedziany, jako „ prawdziwy rock‘n roll” przebój „Hej bystra woda!” zespołu No To Co, czy „Hush” Deep Purple (a właściwie Joe Southa), które wyewoluowało z „Za daleko mieszkasz miły”, i z charakterystycznym „Na na na na na na na” w roli przerywników, pozwoliło Ani znów przedstawić swoich muzyków (m.in. mówiąc „nasz polski John Bonham” o perkusiście;).

Po tym rasowym finale jakiś chłopiec wręczył artystce kwiaty, a cały zespół w podzięce za gorące przyjęcie wykonał zbiorowy ukłon „na pożegnanie”.

Po którym oczywiście został wywołany na bis. Usłyszeliśmy groźne, surf rockowe dźwięki gitary i – na uspokojenie – „Opuszczony dom”. Ania, gdy skończyła śpiewać, upiła odrobinę białego wina z kieliszka, znów zeszła ze sceny i udała się do garderoby. Po niej kolejni muzycy, przestając grać i zostawiając „na posterunku” Miję i Huberta, który uderzeniem w gong podkreślił doniosłość chwili. Jednak i to nie był jeszcze koniec, bo roztańczona publiczność bezceremonialnie żądała dalszego ciągu, i ustąpiła dopiero po ponownym odegraniu przez zespół utworu „Przyjdź”. Po czym, paradoksalnie, wszyscy opuściliśmy ciepłe wnętrze studia im. Agnieszki Osieckiej.

Zbigniew Zegler
oceń
26
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: +2 [2]
maciej kurtyś [2012-02-21 23:23]

Dziękujemy pani Ado za piękną i wspaniale śpiewającą córkę. Niestety tatuś się nie popisał.

odpowiedz