szukaj w serwisie

Gorące tematy

gorące tematy

27 MajaNasze relacje

27 MajaNajnowsze wiadomości

27 Maja Najnowsze plotki

Zakupy

Nokautporównaj ceny z nokaut

Piotr Rogucki w Warszawie

  A A A
 
Powiatowy Fredimerkjury - (Zbigniew Zegler, 2012-02-14)

Loki, w czarnych, spandeksowych legginsach, wysokich butach i z bokserskim pasem mistrzowskim z monstrualną klamrą, prężył się i śpiewał jak natchniony. A fani w wypełnionej po brzegi sali warszawskiej Hard Rock Café właśnie tego od niego oczekiwali.

Nic więc dziwnego, że żywiołowo reagowali na wszystkie gesty i każdą część historii, jaką opowiadał Piotr Rogucki, pełniący rolę narratora w tym spektaklu. Niemal rok po premierze albumu „Loki – wizja dźwięku”, mimo poniedziałku, późnej pory (koncert zaczął się po wpół do dziesiątej i trwał ponad półtorej godziny) i nie po raz pierwszy prezentowanym na żywo solowym dziele wokalisty Comy w stolicy, frekwencja była oszałamiająca.

Nadal, jak podczas ubiegłorocznych występów, Loki ma swój specyficzny styl. Wychodzi na scenę w ciemnych okularach i rockerskiej, skórzanej kurtce. Jest trochę jak powiatowy Freddie Mercury. Stroi podobne miny i przyjmuje równie pretensjonalne pozy. Na stoliku z czerwonym suknem (i pod nim) ma rekwizyty, które wzmacniają sens wyśpiewywanych i wypowiadanych słów. Czerwony policyjny kogut i miniaturowe, kryształowe, dyskotekowe kule. Podczas „Szwajcarskiego Noża”– długi szal, w pewnym momencie okulary przeciwsłoneczne zamienia na korekcyjne "kujonki" i przez cały koncert z dumą prezentuje mistrzowski pas. To scenografia może nie najbardziej okazała, ale charakterystyczna. Przynajmniej nie odwracała uwagi od muskulatury Lokiego i czarnej, dmuchanej lalki, z której zaskakująco szybko uszło powietrze podczas „Witaminek”.

Przed „Małą” – „(…) dla wszystkich Elżbietą, którą poznał, kiedy wychodziła z gimnazjum...” publiczność kolejny raz wybuchła śmiechem, jak przed „Szatanami”, gdy dowiedzieliśmy się, że „Francesco, czyli Krzysiek po włosku” to policjant, który zamknął Lokiego w areszcie w Sopocie, za pokazanie najbardziej dolnej partii pleców podczas występu na „festiwalu, o którym marzy każdy muzyk świata…”

Wszyscy fani doskonale znają dalszy ciąg tej historii: szaleństwa biseksualnego Lokiego z Małą i Franczeskiem, rock and roll, życie w drodze, oraz tragedie i radości, które Roguc świadomie przejaskrawia, bawiąc publiczność do łez. Nie chciałbym się powtarzać, ale „Loki – wizja dźwięku” na żywo to show w pełnym znaczeniu tego mało słowiańskiego słowa. Szczególnie, że niezmiennie, poza liderem, na scenie dwoi i się i troi Marian Wróblewski, który gra głównie na gitarze elektrycznej, ale zdarza mu się i na akustycznej i na puzonie i sięgnąć po banjo w „I'm Not Afraid Of Your Soul”. Tradycyjnie obu gentlemanom towarzyszą Kuba Galiński, Patryk Stachura i – od niedawna – perkusista znany z… Sistars – Marcin Ułanowski.

Loki do historii łączącej kolejne piosenki wplótł nowy element, wyeksponowany przed "Rudą wstążką" – zwrócił się do pewnego gaduły z któregoś z pierwszych rzędów: „Francesco najął takich drabów jak ty i poszedł załatwić Lokiego!”, co było zwieńczeniem dłuższej tyrady i konsekwencją wcześniejszych uwag pod adresem niesfornego gościa.

Po wiadomym finale publiczność domagała się dalszego ciągu, skandując "Loki!" na zmianę z "Jeszcze jeden!" i "Loki grać, k***a mać". Skutecznie. Po powrocie na scenę Rogucki znowu wszedł w rolę cudownie zmartwychwstałego Lokiego i postanowił „zniszczyć nas jeszcze raz utworami, które i tak już słyszeliśmy, ale teraz usłyszymy je na bis!”. „Wielkie K.” rzeczywiście wypadło świetnie, publiczność wciąż nie miała dosyć, a ja coś czuję, że skoro i społeczeństwo tak dobrze się bawi i Roguc jest w swoim żywiole, wykonując ten repertuar, to niezależnie od planów i sukcesów Comy, ten solowy projekt doczeka się prędzej, czy później równie dobrej kontynuacji. Oby prędzej.

Zbigniew Zegler
oceń
2
0
Podziel się
  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!